Dr Danuta Ignysz, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, uważa, że aptekarze nie powinni odpowiadać za błędy lekarzy. Po jednej kontroli NFZ właściciel apteki ma do zapłacenia od 20 do 30 tysięcy złotych. Na takie koszty nie stać żadnej apteki - mówi Danuta Ignysz.
Zdaniem Radosława Białasa, aptekarza z ul. Zakładowej w Łodzi, to żenujące, że taki komunikat kieruje się do pacjenta, a nie do lekarza. Trudno wymagać od chorego rozpoznawania formalnych błędów na recepcie - mówi "Dziennikowi Łódzkiemu" Radosław Białas.
Okazuje się jednak, że leży to w interesie pacjenta, gdyż aptekarz - w obawie o swoje pieniądze - może nie przyjąć recepty z wadami, bo nie rozliczy mu jej NFZ. W minionym roku zakwestionowaliśmy refundację około 3,2 tys. leków wartości około 500 tysięcy zł - mówi Beata Aszkielaniec, rzecznik łódzkiego NFZ. W pierwszym półroczu tego roku problem dotyczył 1.200 leków wartości ponad 100 tys. zł. Właściciele aptek musieli zwrócić nam te pieniądze.
Aptekarze przyznają, że z wielu recept nie da się odczytać nawet nazwy leku. Każdego dnia z plikiem recept odwiedzamy lekarzy, którzy nieczytelnie je wypisali - narzeka na łamach "Dziennika Łódzkiego" Barbara Włodarczyk, farmaceutka ze Zgierza.
Prof. Kazimierz Szewczyk z Zakładu Etyki i Filozofii Medycyny Uniwersytetu Medycznego w Łodzi mówi, że studenci mają zajęcia, na których omawia się m.in. zasady wypisywania recept. Ale wielu lekarzy "od zawsze" niechlujnie wypisuje recepty - uważa prof. Szewczyk. Niedawno minister zdrowia w specjalnym rozporządzeniu nakazał wręcz lekarzom czytelne wypisywanie recept - informuje "Dziennik Łódzki".(PAP)