Jego zdaniem, nie jest to ruch przypadkowy - premier od dwóch miesięcy poszukiwał na to stanowisko człowieka do zaakceptowania przez opozycję i wiarygodnego dla naszych sojuszników. Oba te warunki Ananicz spełnia.
Jego opozycyjny rodowód i doświadczenie współpracy z różnymi rządami i prezydentami dają nadzieję, że podległe mu służby nie będą manipulowane przez grupę ludzi związanych z SLD ani innymi opcjami politycznymi. Premier chce mieć pewność, że takie harce na jego zapleczu nie będą się odbywały - uważa komentator "Gazety Wyborczej".
Według niego, jest to też ważny sygnał dla sojuszników, a przede wszystkim dla USA, Że nie wycofujemy się ze zobowiązań. Iranista i znawca polityki tureckiej na czele polskiego wywiadu oznacza, że sprawę Iraku nadal traktujemy priorytetowo.
Ananiczowi ocenę będzie można wystawić za jakiś czas. Belce już dziś - to dobry ruch. Histeryczna reakcja SLD potwierdza, że taka nominacja jest potrzebna - konkluduje Edward Krzemień. (PAP)