Jestem zgorszony sytuacją, w której w nielegalnej demonstracji idą legalni politycy, w tymi pani wicepremier (Izabela Jaruga- Nowacka - PAP), którą chroni immunitet i oficerowie BOR - powiedział Lech Kaczyński dziennikarzom.
Dodał, że jest też zgorszony sytuacją, w której policja z jednej strony chroni nielegalną demonstrację, a z drugiej fizycznie atakuje kontrdemonstrację, która zresztą też była nielegalna (policja siłą usuwała z jezdni osoby, próbujące zakłócić Paradę Równości - PAP).
Kaczyński podkreślił, że jest to sprawa, która wymaga wyciągnięcia konsekwencji. Także wysocy oficerowie policji nie mogą bez pisemnego polecenia działać w sposób niezgodny z prawem. Jeżeli otrzymywaliby takie pisemne polecenie, to wtedy cała odpowiedzialność spoczywa na przełożonych - powiedział Kaczyński.
Jego zdaniem nie ulega wątpliwości, że policja otrzymała instrukcje. Domyślam się, że było to na szczeblu politycznym i myślę, że główną osobą odpowiedzialną jest tu pan minister Kalisz - dodał prezydent.
W oświadczeniu przekazanym w sobotę PAP Kaczyński napisał, że "w dniu dzisiejszym policja podjęła się ochrony nielegalnej demonstracji organizacji gejowskich i lesbijskich, zaś ostro atakowała inne nielegalne zgromadzenia. Sytuacja ta stanowi pogwałcenie zasad współżycia społecznego".
Wiceprezydent stolicy Andrzej Urbański powiedział dziennikarzom w czasie pikniku rodzinnego pod Pałacem Kultury i Nauki, że bardzo negatywnie ocenia demonstrację, w której idą członkowie rządu, którzy składali konstytucyjną przysięgę, że będą przestrzegali prawa. To nie my złamaliśmy prawo, zakazując demonstracji, to oni, w niej uczestnicząc - zaznaczył.