Strusia polityka KO [OPINIA]
KO wciąż nie podjęła decyzji ws. afery związanej z senatorem Tomaszem Lenzem. Po wielu tygodniach sprawą zajmie się kierownictwo klubu. O tym, dlaczego tak późno i co to oznacza, pisze w analizie dla Wirtualnej Polski prof. Marek Migalski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Są dwa rodzaje reakcji ugrupowań politycznych na prawne problemy ich członków. Pierwszą moglibyśmy nazwać "zrzucaniem z sań": gdy tylko pojawiają się zarzuty prokuratury wobec jakiegoś partyjnego działacza, partia zawiesza go w prawach członkowskich, wyrzuca z szeregów partyjnych lub podejmuje inne kroki mające u opinii publicznej wywołać wrażenie, że nie chce mieć z nim niczego wspólnego.
Odwrotnością tego modus operandi jest strategia strusia wkładającego w razie kłopotów głowę w piach. Polega ona na tym, że formacja polityczna udaje, że sprawy nie ma, nie zna człowieka i ogólnie udaje, że to wina złych mediów i rywali politycznych. Albo - jeszcze lepiej - z zaciekłością broni swego skorumpowanego lub w inny sposób problematycznego działacza.
Taktyka ta została zresztą złośliwie nazwana "zasadą Neumanna", polityka PO nagranego na zamkniętym zebraniu partyjnym, na którym przekonywał skompromitowanego druha politycznego, że dopóki jest lojalny wobec Platformy, dopóty będzie broniony i chroniony.
KO nie reaguje na Lenza
Wydaje się, że obecna Koalicja Obywatelska postanowiła trwać w takiej właśnie formule obchodzenia się z problemami swoich działaczy. Przyjęła, przynajmniej na razie, zwyczaje strusie.
Tak właśnie reaguje na aferę związaną z senatorem Tomaszem Lenzem, który - jak cała Polska już wie i o czym informują media - prawdopodobnie załatwił ominięcie kolejki w szpitalu i wykonanie u członka swojej rodziny szybkiej operacji. Politycznie wypada to słabo i opinia publiczna ma prawo być zbulwersowana. Jedynymi ludźmi w Polsce, którzy do tej pory nie wyrazili na ten temat swojego zdania, są liderzy KO.
Podobnie rzecz ma się ze śląską aferą dotyczącą korupcji przy modernizacji transportu tramwajowego, w którą zamieszany jest poseł KO Wojciech Król. Prokuratura Europejska oskarża go o płatną protekcję i wystąpiła do Sejmu o uchylenie mu immunitetu. Śląska opinia publiczna już jest rozemocjonowana, a ogólnopolska zaczyna być.
Smaczku całej sprawie dodaje i to, że pan poseł jest przewodniczącym Narodowej Rady Mediów, co już samo w sobie jest kuriozalne, bo posłowie chyba nie powinni pełnić takiej roli. Co robi w tej sprawie KO? Nic, bo przecież ma głowę w piasku.
Szeroka ława problemów i problemików
Na inne bierności w obliczu afer i aferek rządzącej partii zwróciła uwagę Dominika Wielowiejska. Chodzi o utrzymywanie pod stałą partyjną kontrolą TVP i innych mediów publicznych. Wycofały się one z nadania programu o problemach prawnych Jacka Sutryka, prezydenta Wrocławia, ściśle związanego z KO.
Zapraszają jako gości do programów publicystycznych na przykład Stanisława Gawłowskiego, skazanego za korupcję i nadal sprawującego funkcję szefa senackiej Komisji Klimatu. Lub Sławomira Nowaka, cudowne dziecko Platformy, oskarżonego w Ukrainie o korupcję (nie chcę być złośliwy, ale jeśli ktoś w Ukrainie został przyłapany na braniu łapówek, to musiał być naprawdę zachłanny w sposób nieprzyzwoity). Trudno się jednak dziwić takiej polityce TVP, jeśli nadzór nad tą instytucją sprawuje Rada Mediów Narodowych, której przewodniczącym jest - jak już wiemy - wspomniany… Wojciech Król, poseł ze Śląska.
Ta bierność liderów KO musi dziwić. Zwłaszcza że w przeszłości jej szef nie miał skrupułów i potrafił zrzucać z sań bardzo sobie bliskich współpracowników - jak wspomnianego właśnie Nowaka. Co zatem się dzisiaj dzieje, że największa partia rządowa uprawia strusią politykę? Przecież ta taktyka była jedną z przyczyn jej porażki w 2015 roku i przegranej PiS osiem lat później? Dlaczego więc obecnie Donald Tusk i jego przyboczni znaleźli ukontentowanie w chowaniu głowy w piasek i wystawianiu ku górze kupra?
Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to polityczno-animalne pytanie. Może Państwu uda się znaleźć wytłumaczenie tego stanu rzeczy. Powodzenia!