W dzienniku czytamy, że podczas ostatniego posiedzenia Rady Krajowej szef Klubu SLD Jerzy Szmajdziński, Konrad Napieralski, sekretarz generalny partii i Wojciech Olejniczak, oficjalny lider wygłosili niemal identyczne polityczne przemówienia. Wystąpienie Olejniczaka było najmniej liderskie z całej trójki a z największą uwagą sala słuchała Leszka Millera, którego propozycje szły pod prąd oficjalnego kursu partii.
Cytowany przez "Rzeczpospolitą" Józef Oleksy twierdzi, że partia jest pogrążona w marazmie. Jego zdaniem terenowe ogniwa czekają na liderskie inicjatywy, których niestety nie ma. Twierdzi on, że do świadomości działaczy przebił się co prawda pogląd, iż w wyborach samorządowych nie można startować samodzielnie, ale niewiele z tego wynika. Brak pomysłu marketingowego jak działać w terenie, by odzyskać zaufanie. Zdaniem byłego premiera również polityka personalna w Sojuszu pozostawia wiele do życzenia.
Dziennik przytacza też wypowiedź byłego sekretarza generalnego partii Marka Dyducha. W jego opinii cały ten marazm i decyzyjny chaos w SLD skończy się tym, że liderem lewicy zostanie Marek Borowski, a Sojusz zejdzie na drugi plan. (IAR)