Słońce może przynieść Ziemi katastrofę

Ryzyko to 12 procent

1 z 7W 2012 roku Ziemia cudem uniknęła katastrofy

Obraz
© nasa.gov

Gdyby asteroida wystarczająco wielka, by cofnąć ziemską cywilizację do poziomu XVIII wieku zbliżała się od naszej planety, media z pewnością informowałyby o tym niemalże bez przerwy, a panice nie byłoby końca. Prawdopodobnie właśnie dlatego naukowcy z NASA utrzymali w tajemnicy zdarzenie z 2012 roku. Wówczas mieliśmy do czynienia z wyjątkowym niebezpieczeństwem. Na szczęście do katastrofy jednak nie doszło.

Trzy lata temu Ziemia była bliska poważnego nieszczęścia, jednakowoż media milczały. Niebezpieczeństwo przyniosła jednak nie asteroida, ani też żaden inny obiekt kosmiczny. Chodziło o ekstremalną burzę słoneczną, najsilniejszą na przestrzeni 150 lat. - Gdyby doszło do uderzenia, długo nie pozbieralibyśmy się jako ludzkość - komentował Daniel Baker z Uniwersytetu w Kolorado.

Masz ciekawe fotografie?

Byłeś świadkiem lub uczestnikiem ważnego zdarzenia? Poinformuj Internautów o tym, co dzieje się w Polsce, na świecie, w Twojej okolicy!

Zobacz więcej w serwisie pogoda.

2 z 7Uratował nas tydzień

Obraz
© nasa.gov

Sprawa została opisana dopiero w 2013 roku, kiedy naukowcy z NASA opublikowali swoją pracę na temat burzy z 2012 roku. 23 lipca doszło do tzw. "koronalnego wyrzutu masy" (ang. coronal mass ejection, CME), czyli wystrzelenia ze Słońca ogromnego obłoku plazmy o silnym polu magnetycznym. Plazma przeleciała przez orbitę Ziemi, ale nie uderzyła w naszą planetę. - Trzeba sobie powiedzieć uczciwie. Gdyby do erupcji doszło tydzień wcześniej, Ziemia znalazłaby się na "linii ognia" - tłumaczy Baker.

Zobacz więcej w serwisie pogoda.

3 z 7W czym tkwiło zagrożenie?

Obraz
© nasa.gov

Ekstremalne burze słoneczne stanowią zagrożenie dla wszystkich form wysokiej technologii. Promienie rentgenowskie oraz ultrafiolet docierają do Ziemi z prędkością światła, jonizując górne warstwy naszej atmosfery. Skutki uboczne dto "blackouty", czyli przerwy w transmisjach radiowych oraz nawigacji GPS. To jednak tylko dopiero początek problemów.

Zobacz więcej w serwisie pogoda.

4 z 7Kompletny pomór technologii

Obraz
© nasa.gov

Chwilę po UV i promieniach X, do Ziemi dotarłyby cząsteczki energii, poruszające się niewiele wolniej od prędkości światła (zagrożenie stosunkowo niewielkie), a dopiero później tzw. ważące miliardy ton chmury magnetycznej plazmy, który dotarcie do powierzchni Ziemi zajęłoby około jednego dnia. Analitycy NASA uważają, że gdyby w 2012 roku do CME doszło o tydzień wcześniej, Ziemia zostałaby dosłownie sparaliżowana. Doszłoby do ogromnych zniszczeń elektryfikacyjnych, na całej planecie nie działałoby żadne gniazdko elektryczne. Nie zdołalibyśmy nawet spuszczać wody w toaletach, ponieważ miejskie wodociągi działają dzięki elektrycznym pompom.

Zobacz więcej w serwisie pogoda.

5 z 7Rok 1859

Obraz
© nasa.gov

Ostatnią taką sytuację odnotowano w 1859 roku - zapisała się ona w historii jako "Carrington Event" ("Zdarzenie Carringtona"), ze względu na nazwisko angielskiego astronoma Richarda Carringtona, który odnotował wcześniej silny rozbłysk na Słońcu i skojarzył fakty. Ogromny CME wygenerował 1022 kJ energii - ekwiwalent 10 bilionów bomb z Hiroszimy zdetonowanych w jednym momencie. W kierunku Ziemi "ciśniętych" zostało około tryliona kilogramów cząsteczek z prędkością około 3000 km/h.

Wpływ wydarzeń z 1859 roku na życie ludzkości był jednak stosunkowo niewielki. Powód był banalny - wówczas cała elektryfikacja naszej cywilizacji składała się z, w sumie, 200 tysięcy kilometrów linii telegraficznych. W porównaniu z dzisiejszą infrastrukturą elektryczną, to igraszki.

Zobacz więcej w serwisie pogoda.

6 z 7Dziś doszłoby do tragedii

Obraz
© nasa.gov

W dzisiejszych warunkach powtórka z 1859 roku doprowadziłaby do klęski cywilizacyjnej. Według amerykańskich naukowców, sumaryczny bezpośredni skutek ekonomiczny dla samych Stanów Zjednoczonych byłby dwudziestokrotnie większy niż ten, który spowodował słynny, śmiercionośny huragan Katrina. Naprawa sieci elektrycznych, szczególnie w biednych krajach, zajęłaby nawet kilkadziesiąt lat. W międzyczasie doszłoby jednak do kompletnego paraliżu informacyjnego i bankowego. Można by zapomnieć o transporcie lotniczym - ludzkość zostałaby dosłownie uwsteczniona cywilizacyjnie. Skutki katastrofy trudno sobie właściwie wyobrazić.

Zobacz więcej w serwisie pogoda.

7 z 7Ryzyko wciąż jest

Obraz
© nasa.gov

W lutym 2014 roku fizyk Pete Riley opublikował w czasopiśmie "Space Weather" swój szacunek prawdopodobieństwa uderzenia koronalnego wyrzutu masy w Ziemię na przestrzeni najbliższych 50 lat. Wynosi ono 12 procent. - Z początku byłem zaskoczony, że jest to tak duża liczba, niemniej jednak statystyki wydają się poprawne. To mocno otrzeźwiające dane - twierdzi Riley. Amerykanie mają już pomysły na umieszczenie tarcz przeciwko CME na poziomie atmosfery ziemskiej. Wiadomo, że rok 1859 kiedyś się powtórzy. Czy zdołamy, jako ludzkość, wygrać wyścig z czasem?

Opracował: Rafał Tomkowiak, Wirtualna Polska

Zobacz więcej w serwisie pogoda.

Wybrane dla Ciebie