Dlaczego wicepremier Hausner łudził nas obietnicą, że rząd zacznie oszczędności od siebie? Przecież z rządu miało wylecieć co najmniej 14 wiceministrów (po jednym z każdego resortu)!
- Hausnera przekonała argumentacja pozostałych wiceministrów - mówi nam rzecznik rządu Marcin Kaszuba (30 l.). - Okazało się, że likwidacja większej liczby etatów w kierownictwie ministerstw doprowadziłaby do paraliżu tych resortów - tłumaczy ogólnikowo.
Ale determinacja Hausnera chyba nie była zbyt wielka. On sam jest rekordzistą - ma aż 10 zastępców. Nic dziwnego, że koledzy Hausnera z rządu mają łatwą wymówkę i nie chcą się pozbywać wiceministrów.
- Mam trzech zastępców i to jest absolutne minimum - przekonuje nas minister obrony Jerzy Szmajdziński. - Pod tym względem wielu kolegów mogłoby pójść w moje ślady - dodaje z przekąsem.
Tak samo tłumaczy się szefowa resortu edukacji Krystyna Łybacka, która ma pięciu zastępców. - Są mi niezbędni, a poza tym w ramach oszczędności oddaliśmy dwa nieobsadzone etaty wiceministrów - usłyszeliśmy od pani minister.
Ministerstwo Zdrowia też wykręciło się likwidacją wakatów. Kto więc stracił ciepłe posadki w rządzie? Wiceminister gopodarki Andrzej Szejna, Zofia Krzyżanowska z resortu rolnictwa i Barbara Misterska-Dragan z Ministerstwa Skarbu. Za parę dni odchodzi też wiceminister kultury Rafał Skąpski, ale na własną prośbę. Szef resortu kultury Waldemar Dąbrowski obiecuje, że nie zatrudni nikogo na to miejsce.
W Centrum Informacyjnym Rządu zapewniono nas, że do lipca pracę straci jeszcze trzech wiceministrów. Ale nawet jeśli tak się stanie, pewne jest jedno - dalszych zwolnień nie będzie.
Anna Sarzyńska