"Wszystkiego brakuje, nie ma nic, nie ma namiotów, nie ma pomocy" - wołali ludzie, oddzieleni od prezydenta wojskowym kordonem.
Buteflika oglądał ruiny w eskorcie kilkudziesięciu policyjnych ochroniarzy ubranych po cywilnemu. Po niecałych pięciu minutach pod gradem kamieni pospiesznie powrócił do samochodu.