Pod ścisłą obserwacją. Również psy dyktatora
Amerykańscy szpiedzy przez miesiące śledzili Nicolasa Maduro, by przygotować operację o kryptonimie "Absolute Resolve". Monitoring obejmował nie tylko wenezuelskiego przywódcę, ale także jego najbliższe otoczenie.
Najważniejsze informacje:
- Amerykańscy szpiedzy monitorowali życie Nicolasa Maduro przez wiele miesięcy.
- Operacja "Absolute Resolve" zakończona została pod osłoną ciemności.
- Trump śledził przebieg misji ze swojej posiadłości na Florydzie.
Stany Zjednoczone, jak donosi BBC, przez kilka miesięcy szczegółowo monitorowały Nicolasa Maduro, w tym jego miejsce zamieszkania i codzienne nawyki. - Monitoringiem objęto nawet jego zwierzęta - podało źródło w amerykańskim wojsku. Była to część szerszej operacji kryptonimowanej jako "Absolute Resolve", której przygotowania zakończono w grudniu.
Prezydent Karol Nawrocki w orędziu noworocznym: Polska wchodzi do gry w G20. "Ten urząd to zobowiązanie"
Jak przebiegała interwencja wojskowa?
Operacja "Absolute Resolve" była zaplanowana z niezwykłą precyzją. Amerykańscy wojskowi, by dobrze przygotować się do akcji, stworzyli pełnowymiarową replikę kryjówki Maduro w Caracas i przećwiczyli różne scenariusze wejścia. Decyzja prezydenta Donalda Trumpa o przeprowadzeniu misji zapadła pod koniec grudnia, jednak realizację planu opóźniono, oczekując na lepsze warunki pogodowe.
Do akcji doszło tuż przed północą w nocy z 2 na 3 stycznia. Wcześniej USA rozmieściły w okolicy ponad 150 samolotów, w tym bombowce i myśliwce. - Byli w gotowości, czekali na nas. Wiedzieli, że nadchodzimy - komentował Trump sytuację w Caracas, podkreślając gotowość wenezuelskich wojsk.
Czy operacja zakończyła się sukcesem?
Misja, w której uczestniczyli żołnierze z jednostek powietrzno-lądowo-morskich, trwała ponad dwie godziny. Nicolasa Maduro udało się schwytać i wywieźć z Wenezueli. - Maduro i jego żona wkrótce staną przed obliczem amerykańskiej sprawiedliwości - zapowiedział prezydent Trump, podsumowując sukces operacji.
Całą akcję Trump obserwował na żywo ze swojej posiadłości Mar-a-Lago na Florydzie, w obecności dyrektora CIA i amerykańskiego sekretarza stanu. Operacja zakończyła się sukcesem, mimo że w trakcie akcji amerykańscy żołnierze zostali ostrzelani, a jeden z śmigłowców zanotował trafienie, niemniej jednak mógł kontynuować misję.