W każdym przypadku chodzi przeciętnie o kilkanaście tysięcy złotych. Niewykluczone, że przed oblicze Temidy trafi wkrótce więcej niedoszłych doktorów, gdyż siedemnastu osobom termin zwrotu pieniędzy mija we wrześniu i grudniu. Sąd grozi także jedenastu byłym doktorantom Politechniki Łódzkiej, którzy - mimo ponagleń uczelni - nie kwapią się do oddania pieniędzy - podaje gazeta.
Spośród 27 osób, które nie obroniły prac doktorskich, siedem już spłaciło zadłużenie, czterem rozłożono spłatę na raty, a pięciu umorzono po odwołaniu do rektora. Podstawą umorzenia były m.in.: kontynuacja działalności naukowej za granicą, publikacje i odbyte zajęcia dydaktyczne - pisze dziennik.
Na Uniwersytecie Medycznym co roku rezygnuje ze studium doktoranckiego kilka osób. Z reguły albo oddają od razu pieniądze, albo spłacają je w ratach. I tutaj najczęstszą przyczyną przerwania studiów jest znalezienie stałej pracy. Dochodzenie zwrotu wypłaconego stypendium umożliwia uchwalona w marcu ubiegłego roku ustawa o stopniach naukowych - informuje "Dziennik Łódzki".