Pewnego dnia, wiosną 1986 r., jadąc do pracy zobaczyłem tłumy ludzi stojących na mostach. Zatrzymałem samochód i sam podszedłem do brzegu Tygrysu. Rzeką płynęły trupy, dziesiątki może setki. Był to kolejny, makabryczny pomysł wodza. Byli to zabici żołnierze irańscy, ale nie tylko. Ich ciała mieszały się ze zwłokami żołnierzy irackich. Mieli nieszczęście dostać się uprzednio do niewoli. Po wyzwoleniu rozstrzelano ich bez litości. Trupy wrzucono do rzeki, aby cały Irak (również Ci w pozbawionych prądu i telewizji regionach) mógł zobaczyć "zwycięstwo" . Tygrys oraz jego południowa część Szat al Arab (Święta Rzeka Arabska), przepływa przez cały kraj. Budziło to dodatkową grozę, gdyż muzułmanin aby znaleźć się kiedyś w raju, musi być pochowany w ziemi. Pomyślałem wówczas, że Bóg czy Allach przestał się interesować ziemią , skoro jeden człowiek może bezkarnie dokonywać tak wielkiej zbrodni na innych ludziach.
Wiadomo, że wyzwolenie Iraku to także walka o ropę, kontrakty i wpływy polityczne. Ale niech nie przesłania to faktu nadrzędnego, jakim jest sprzeciw wobec codziennych zbrodni niepospolitego bandyty, czującego się bezkarnym władcą ciał i dusz. Tak uważam że ta interwencja jest słuszna! To nie jest osąd obiektywnego komentatora, do diabła z obiektywizmem. To raczej głos świadka, byłem tam, widziałem.
J.T.