– Po ogłoszeniu wyników egzaminów do prof. Andrzeja Jossa, prorektora UM, zgłosiły się dwie studentki I roku. Powiedziały, że 30 czerwca kolega zaproponował im kupno testów, ale nie skorzystały z tej propozycji, w rozmowie nie padła też żadna kwota – mówi Mirosław Wdowczyk, rzecznik UM. – Obie kobiety dostały się w ubiegłym roku na płatne studia wieczorowe, w tym zdawały na dzienne. Jedna dostała się, druga – nie.
Książeczki testowe dla zdających na medycynę i stomatologię zostały wydrukowane w Centrum Egzaminów Medycznych w Łodzi. W zalakowanych kopertach trafiły w dniu egzaminów do wszystkich akademii medycznych w Polsce. Pytania testowe opracowali nauczyciele szkół średnich, a zweryfikowała je komisja złożona z nauczycieli akademickich.
– Wydrukowaliśmy 14 tysięcy egzemplarzy testów dla zdających na medycynę i 7 tysięcy na stomatologię – powiedział prof. Andrzej Kulig, który zajmował się przygotowaniem testów. – Dostęp do wszystkich informacji i pytań miałem tylko ja. Do pomocy wyznaczyłem jednego drukarza i dwie pakowaczki. Przez osiem dni praktycznie mieszkałem w Centrum Egzaminów Medycznych. Pomieszczenie, w którym znajdowały się testy, było monitorowane. Wszystkie wejścia i wyjścia pracowników zostały wpisane do zeszytu. Nie ma możliwości, żeby ktokolwiek wyniósł stamtąd choćby jeden test.
W obecności komisji rektorskiej i pracownika Ministerstwa Zdrowia książeczki testowe 1 lipca zostały dostarczone do rektoratu UM przy al. Kościuszki. Tam komisyjnie je rozpakowano.
– Wgląd do testów mieliśmy dopiero na dwie godziny przed rozpoczęciem egzaminów wstępnych – twierdzi Mirosław Wdowczyk. Doniesienia o domniemanym ujawnieniu testów na uczelnie medyczne były już sprawdzane przez prokuraturę w minionych latach. W 2000 roku pojawiło się podejrzenie, że testy sprzedawano na uczelniach medycznych w Łodzi, Lublinie, Białymstoku i Warszawie. W ubiegłym roku prokuratura umorzyła jednak śledztwo w tej sprawie z powodu niewykrycia sprawców.
(jxb)