Ewa była bardzo zdziwiona, gdy od premiera Włoch dostała osobiste zaproszenie. Jeszcze bardziej, kiedy po spotkaniu ten mąż stanu poprosił ją o numer telefonu i powiedział, że zadzwoni zaraz po tym, jak się rozwiedzie. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że nasza Ewa jest podobna do Weroniki, żony premiera. We włoskich mediach aż zawrzało. Zapytaliśmy więc naszą sławną projektantkę o kulisy jej włoskiej przygody.
Fakt:Czy to wszystko prawda, pani Ewo? Czy to tylko plotki?
Ewa Minge:Wbrew temu, co się mówi we Włoszech, Silvio Berlusconi wciąż jest żonaty z Weroniką i mam nadzieję, że będą długo szczęśliwym małżeństwem, czego im jako Ewa Minge serdecznie życzę.
Fakt:Ale przecież spotkała się pani z premierem Włoch? Jak do tego doszło?
Ewa Minge:Dostałam od niego listowne zaproszenie. Okazało się, że jest to spotkanie dla bardzo wąskiej grupy włoskich projektantów. Nieoczekiwanie znalazłam się wśrod nich ja, Polka. Byłam zaskoczona, bo tematem numer 1 był włoski przemysł mody i jego ochrona przed ogólnoświatowym kryzysem. Szczerze mówiąc, poczułam się troszkę niezręcznie. W pewnym sensie polscy projektanci są przecież dla włoskich konkurencją. Okazało się jednak, że oni mnie traktują jak Włoszkę!
Fakt:Miała pani okazję pogadać z premierem?
Ewa Minge:Gdy już podziękowano kamerom - a były wszystkie włoskie największe stacje telewizyjne i prasa - zaczęły się prywatne rozmowy. Fakt, że Berlusconi zechciał się w taki, a nie inny sposób odezwać do mnie, i poszło to w świat. Po przeczytaniu włoskich gazet na drugi dzień nie mogłam spokojnie przejść ulicą, wejść do sklepu. Wszyscy mnie witali okrzykiem: "Ciao, belissima Eva!".
Fakt:Propozycję premiera potraktowała pani poważnie?!
Ewa Minge:Oczywiście, że nie! Zachowanie premiera było typowe dla południowca. Oni są spontaniczni, gorący, komplementują kobiety w przeróżny sposób, w ten sposób żartują. W krajach anglosaskich coś takiego byłoby nie do pomyślenia!
Rozmawiała Bożena Chodyniecka