Dzień zero na Węgrzech. Nowe otwarcie w Budapeszcie
W sobotę o godz. 10 rozpoczęła się sesja inauguracyjna nowego parlamentu Węgier. Zdominowane przez Tiszę Zgromadzenie Narodowe o 14:30 wybrało swojego szefa Petera Magyara na premiera kraju. Na miejscu zbierają się tłumy, które będą świętować ten dzień wraz z nowymi władzami.
Z Budapesztu Tomasz Waleński
Prezydent Węgier Tamas Sulyok otworzył pierwszą sesję nowego parlamentu, po czym w sali wybrzmiał węgierski hymn narodowy. Deputowani zaczęli następnie składać przysięgi, wybrali także nową przewodniczącą parlamentu, wiceprzewodniczącą Tiszy Agnes Forsthoffer. O 14:30 deputowani wybrali nowego szefa węgierskiego rządu.
W przemówieniu po wyborze na premiera Peter Magyar podkreślił, że będzie Węgrom służyć, a nie nimi rządzić. Węgierski parlament głosami 140 ze 199 posłów poparł w sobotę kandydaturę lidera Tiszy na stanowisko szefa rządu.
- To, co się stało, jest przestrogą dla wszystkich premierów, że władza jest ulotna. Konsekwencje naszych decyzji będziemy odczuwać przez pokolenia – powiedział Magyar.
Nowy premier Węgier otrzymał 140 głosów "za" i 54 głosy "przeciw". On sam wstrzymał się od głosowania.
Pod budynkiem położonego nad Dunajem parlamentu od wczesnych godzin porannych zaczęli zbierać się wyborcy Tiszy. Z każdą kolejną minutą tłum na placu Kossutha Lajosa gęstnieje.
Kulminacją dla zgromadzonych jest wystąpienie Petera Magyara, który przemówi do tłumów już jako nowy premier Węgier, co zaplanowano na godzinę 16:00.
Tłumy w Budapeszcie
Faktyczny moment rozpoczęcia rządów Magyara ściągnął do stolicy ludzi z całego kraju. Na miejscu powiewają węgierskie flagi podpisane nazwami wielu miejscowości. Dostrzegamy też takie z zagranicy. Postawny mężczyzna trzyma flagę, na której widnieje "Frankfurt". Niko przyjechał na miejsce ze swoją żoną - sam jest Niemcem z największego miasta Hesji. - Jechaliśmy 11 godzin. Przyjechaliśmy już wczoraj. Sam oczywiście nie mogłem głosować, ale dla mojej żony to duża sprawa - dlatego jesteśmy - mówi Wirtualnej Polsce.
Dopisała - poza frekwencją - także pogoda. Sobota jest słoneczna i gorąca, temperatura w słońcu przekracza 25 st. C. Wolontariusze Tiszy chodzą wśród zgromadzonych ludzi i rozdają im wodę. Atmosfera jest spokojna i radosna.
Na miejscu spotykamy także dwóch studentów ze wschodu Węgier. - Przyjazd zajął nam mniej więcej 4 godziny. Jechaliśmy z Debreczyna - tłumaczą.
- Przyjechaliśmy tutaj, żeby świętować ten dzień - mówi Bendeguz. - Zostaniemy do wieczora i postaramy się wrócić ostatnim pociągiem, jak będzie - jeszcze zobaczymy – wtóruje Hundor.
- Obaj jesteśmy wyborcami Tiszy. Jesteśmy jeszcze młodzi i de facto nie pamiętamy czasów sprzed Orbana. Cieszymy się jednak na zmianę i faktycznie jej oczekujemy - podkreśla Bendeguz.
Stajnia Augiasza na Węgrzech
Co ich zdaniem powinno być teraz priorytetem nowego rządu? - Powinni zacząć od konstytucji. Magyar sam zresztą o tym mówił, że trzeba dokonać zmian - dodaje.
- To zresztą chyba największa ironia, że Orban zmieniał ją wiele razy, zmieniał także prawo wyborcze i okręgi, po to, żeby ułatwić sobie zwycięstwo w wyborach, a teraz rozwiązania, które wprowadził, obróciły się przeciwko niemu - zaznacza z uśmiechem na twarzy.
- W drugiej kolejności rząd powinien zająć się finansami i inflacją. Tutaj będzie to wyścig z czasem. Mamy wiele do stracenia. Nowy rząd będzie musiał szybko zwrócić się do UE po środki, których część stracimy bezpowrotnie już w sierpniu. Dlatego będzie to bardzo ciekawe lato - zaznacza student.
- Oczywiście oczekujemy także rozliczenia z Viktorem Orbanem i jego ludźmi - dodaje natomiast Hundor. Obaj przyznają, że gładki transfer władzy i uznanie przez dotychczasowego premiera swojej porażki ich zaskoczyły.
- Tak, to było spore zaskoczenie. Spodziewałem się chaosu. Myślałem, że będą chcieli utrzymać się przy władzy tak długo, jak to możliwe. Większość ludzi spodziewała się awantury, ale na szczęście uszanowali wolę narodu. Spodziewałem się, że w razie porażki Viktor Orbán nie uzna wyniku. Zaskoczyło mnie, że cały proces potoczył się tak szybko. Przyznał, że przegrał, i to zaakceptował. Innym zaskakującym aspektem jest to, że odmówił zasiadania w parlamencie - mówi Hundor.
Obaj mają jednak nadzieję, że ludzi odpowiedzialnych za korupcję czeka sprawiedliwość. - Pojawia się dużo plotek co do przyszłości Orbana. Mówi się o możliwym wyjeździe do USA. Słyszałem o byłym pośle opozycji, który widział syna byłego premiera Gáspára Orbána. Próbował on uciekać przed pytaniami. Myślę, że będziemy często widzieć podobne sceny - zaznacza Bendeguz.
Młody Węgier wskazuje jednocześnie na kolejną rzecz, którą powinien zająć się rząd Magyara. - Powinni odpolitycznić media publiczne. Jesteś z Polski, doświadczyłeś tego, co działo się u was za czasów PiS. To samo stało się z węgierską telewizją M1 po 2010 roku. Co ciekawe, oglądałem wiadomości na M1 tuż po wyborach i byłem zaskoczony – zrobili rzetelny, wyważony serwis - mówi.
Lista ciągnie się bez końca. Obaj zgadzają się, że Magyarowi i jego rządowi trzeba dać kredyt zaufania i czas. - Musimy być teraz cierpliwi - mówią.
Podobnie mówi także Balin z Budapesztu. - Myślę, że wszyscy mają świadomość, że zmiany nie nastąpią natychmiast, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To będzie długi i trudny proces - podkreśla 28-latek, który na wydarzenie przyszedł z przyjacielem Peterem. - Najbliższe cztery lata zajmie wygrzebanie się z całej tej korupcji, która rozszalała się za i przez Orbana. - To pierwszy i podstawowy problem, który trzeba usunąć, żebyśmy mogli iść dalej. To po prostu źródło wszelkich innych spraw, które będzie trzeba rozwiązać - mówi Peter.
Obaj wiążą jednak spore nadzieje z Magyarem. - W czasie kampanii wyborczej złożył on sporo obietnic. Pamiętamy, że zna doskonale system Orbana, bo sam był jego częścią. Teraz liczymy, że z szaf będą wysypywać się trupy, a winni tego staną przed sądami - a wśród nich będzie także Viktor Orban - podkreśla Balin.
- Mam nadzieję, że nigdzie nie wyjdzie i spotka go zasłużona kara - dodaje.