Brzozę też wymyślili

Nie było żadnego uderzenia w brzozę – wynika zarówno z badań amerykańskich naukowców, jak i z dokładnej analizy zapisów z czarnych skrzynek. Tym samym najważniejsza teza dotycząca katastrofy smoleńskiej została obalona. – Odkrywamy kłamstwo smoleńskie – uważa poseł PiS-u Antoni Macierewicz.

Poseł PiS Stanisław Piotrowicz i szef zespołu Antoni Macierewicz podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej
Źródło zdjęć: © PAP | Tomasz Gzell

Na wczorajszym posiedzeniu parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy rządowego tupolewa odbyła się telekonferencja z naukowcami zaangażowanymi w badanie przyczyn i przebiegu katastrofy smoleńskiej, pracującymi w Stanach Zjednoczonych. Prof. Kazimierz Nowaczyk i prof. Wiesław Binienda po raz pierwszy przedstawili całość swoich ekspertyz dotyczących ostatniej fazy lotu Tu-154M i rozprawili się z mitem pancernej brzozy, która nie tylko nie spowodowała katastrofy, ale – jak udowodnili – rządowy samolot w ogóle w nią nie uderzył.

Z badań naukowców wynika, że nawet po zderzeniu tupolewa z brzozą skrzydło powinno przeciąć drzewo, a nie odpaść.

Wykluczone uderzenie w brzozę

Prof. Wiesław Binienda w swojej symulacji lotu Tu-154M udowadniał, że skrzydło według praw fizyki powinno wytrzymać. Jak podkreślał, na oderwanie skrzydła w wyniku kolizji z drzewem nie wskazuje także miejsce, w którym znaleziono oderwany fragment – ponad 100 m od brzozy. Z symulacji prof. Biniendy wynika, że ta część skrzydła powinna upaść maksymalnie 12 m od miejsca zderzenia.

Jeśli zaś miejsce znalezienia fragmentu skrzydła wskazane w raportach MAK-u i Millera – czyli 100 m od drzewa – jest prawdziwe, to samolot w chwili jego utraty musiał znajdować się o wiele wyżej. To z kolei wyklucza uderzenie w brzozę.

Obliczenia naukowców potwierdza dokładna analiza zapisu z czarnych skrzynek wykonana przez biegłych z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych im. J. Sehna. Na nagraniach nie ma dźwięku uderzenia w drzewo, a mikrofony były tak czułe, że rejestrowały nawet odgłosy ruchu w kokpicie.

To właśnie kolizja z drzewem miała spowodować uszkodzenie rządowego tupolewa, co według oficjalnych raportów zarówno Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), jak i komisji Millera było bezpośrednim powodem katastrofy smoleńskiej. Ze względu na utracony fragment skrzydła tupolew miał zacząć drastycznie zniżać lot i ostatecznie się rozbić.

Czas się nie zgadza

Wnioski naukowców potwierdzają wyniki eksperymentu przeprowadzonego przez dr. hab. Marka Czachora, prof. Politechniki Gdańskiej, z Katedry Fizyki Teoretycznej i Informatyki Kwantowej, który także zajmuje się tym wątkiem katastrofy. – Przede wszystkim miękka część skrzydła, tzw. flota, nie została zniszczona, a przy uderzeniu w drzewo to właśnie ona jako pierwsza powinna być uszkodzona – uważa prof. Czachor. Prof. Nowaczyk przeanalizował także inne dyskusyjne zdaniem zespołu Antoniego Macierewicza kwestie związane z katastrofą. Chodzi m.in. o jej dokładny czas. Przypomnijmy: jak wynika z analizy zapisu z czarnych skrzynek sporządzonej przez krakowskich biegłych, zapis TAWS pochodzi z godz. 8.41.06,5. Z kolei według raportu MAK-u ostatni TAWS został zarejestrowany o 10.41.02 (dokładnie 2 godz. różnicy między strefą czasową w Polsce i Rosji), a nagranie kończy się 1,5 sek. przed uderzeniem samolotu w ziemię. Raport Millera ustala koniec nagrania na godzinę 6.41.08, co według Nowaczyka miało nastąpić pół sekundy
po uderzeniu w ziemię. Zmanipulowane zdjęcia Naukowiec podniósł też wątek samego zabezpieczenia miejsca katastrofy. – Nie wykonano wszystkich czynności zgodnie z załącznikiem 13 do konwencji chicagowskiej – mówił. Jego zdaniem zdjęcia z oblotu lotniska zamieszczone w raporcie MAK-u zostały zmanipulowane. Jak pisaliśmy wczoraj, polscy prokuratorzy nie brali udziału w pierwszych oględzinach miejsca katastrofy Tu-154M w Smoleńsku i przez to nie znają rozmieszczenia ciał ofiar tuż po tragedii. Wojskowi śledczy dysponują jedynie dokumentacją fotograficzną wykonaną przez Rosjan, ale jak przyznaje prokuratura wojskowa, część z nich to niewyraźne czarno-białe kopie. Chociaż telekonferencja była zaplanowana już od jakiegoś czasu i wzbudziła na tyle duże zainteresowanie, że transmitowano ją na żywo nawet w TVN24, nikt z prokuratury wojskowej, która prowadzi śledztwo w sprawie katastrofy, nie pofatygował się do Sejmu. Znamienne, że siedziba prokuratury jest oddalona od parlamentu jedynie o kilka ulic. – Wypada mi
wyrazić żal, że prokuratura nie znalazła nawet jednej osoby, która mogłaby na bieżąco uczestniczyć w prezentacji naszych ekspertów – powiedział Macierewicz.

Prokuratorów nie było

Szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg wysłał natomiast list, w którym napisał, że w związku „z zaplanowaną ważną czynnością w śledztwie” w sprawie katastrofy smoleńskiej nie będzie w stanie wziąć udziału w posiedzeniu komisji. Podobne pisma są wysyłane komisji przed każdym posiedzeniem zespołu. Jeszcze nigdy – mimo regularnych zaproszeń – nikt z prokuratury nie wziął udziału w żadnym z nich. Telekonferencja z naukowcami natrafiła początkowo na problemy techniczne. Zgromadzone w Sali Kolumnowej Sejmu osoby słyszały prof. Nowaczyka, ale nie mogły zobaczyć na telebimie slajdów z jego analizą. Jak dowiedziała się „Codzienna”, przed konferencją odbyło się kilka prób połączenia z naukowcami przebywającymi w USA i wszystko działało bez szwanku. Problemy techniczne nie pojawiły się także na laptopach członków komisji, którzy na swoich ekranach widzieli slajdy z ekspertyzami.

Bliscy ofiar katastrofy o konferencji

Jerzy Mamontowicz, brat Bożeny Mamontowicz-Łojek, prezes Polskiej Fundacji Katyńskiej
Rozbieżność ustaleń profesorów z raportami MAK-u i Millera jest rażąca. Od początku nie trzeba było wierzyć Rosjanom. Ich ustalenia mijają się z prawdą.

Dariusz Fedorowicz, brat tłumacza przysięgłego Aleksandra Fedorowicza
Od wielu miesięcy odczuwaliśmy, że w raporcie MAK-u i zrobionym na jego obraz i podobieństwo raporcie Millera trudno odnaleźć elementy prawdziwe. Obnażyły to analizy profesorów Biniendy i Nowaczyka. Niezrozumiałe jest zaufanie strony polskiej do badań brzozy i skrzydła, które mieli przeprowadzić Rosjanie. Zebraliśmy ok. pół miliona podpisów za śledztwem międzynarodowym w sprawie zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Andrzej Melak, brat Stefana Melaka, przewodniczącego Komitetu Katyńskiego
Zaskoczył mnie udział także polskich uczonych w badaniach. Włączają się do nich polskie instytucje naukowe mimo oporu minister szkolnictwa wyższego Barbary Kudryckiej i Polskiej Akademii Nauk.

Stanisław Zagrodzki, kuzyn Ewy Bąkowskiej, wnuczki gen. Mieczysława Smorawińskiego
W śledztwie smoleńskim nie dokonano podstawowych badań, a przynajmniej prokuratura o nich nie poinformowała.

Wybrane dla Ciebie
Holował samochód... na dachu. Wiadomo już dlaczego
Holował samochód... na dachu. Wiadomo już dlaczego
USA wracają po ropę. Trump obiecuje zwrot kosztów
USA wracają po ropę. Trump obiecuje zwrot kosztów
Dramatyczny wypadek na dworcu. Nastolatka potrącona przez pociąg
Dramatyczny wypadek na dworcu. Nastolatka potrącona przez pociąg
Hiszpania przeciw Trumpowi. Sanchez staje na czele frontu
Hiszpania przeciw Trumpowi. Sanchez staje na czele frontu
USA ostrzegają Wenezuelę. Jest lista żądań
USA ostrzegają Wenezuelę. Jest lista żądań
To dopiero początek ostrej zimy. Co będzie się działo w Polsce? Niebawem mróz -16 stopni
To dopiero początek ostrej zimy. Co będzie się działo w Polsce? Niebawem mróz -16 stopni
Zatrzymania w Wenezueli. Aresztowano dziennikarzy
Zatrzymania w Wenezueli. Aresztowano dziennikarzy
10-latek zamknięty w aucie na mrozie. Kuriozalne tłumaczenie ojca
10-latek zamknięty w aucie na mrozie. Kuriozalne tłumaczenie ojca
Spór dyplomatyczny w Pradze. Ambasador Ukrainy oburzony
Spór dyplomatyczny w Pradze. Ambasador Ukrainy oburzony
Zatrzymanie Maduro. Zmiana narracji z Wenezueli
Zatrzymanie Maduro. Zmiana narracji z Wenezueli
Działo się w nocy. Strzały w pobliżu pałacu Maduro
Działo się w nocy. Strzały w pobliżu pałacu Maduro
Doradca Trumpa nie wykluczył użycia wojska do zajęcia Grenlandii
Doradca Trumpa nie wykluczył użycia wojska do zajęcia Grenlandii