Anatomia upadku
Szokujące relacje świadków ws. katastrofy smoleńskiej...
Szokujące relacje świadków ws. Smoleńska
"Anatomia upadku" to nowy film Anity Gargas o katastrofie smoleńskiej - w 2011 r. była już autorką "10.04.10". W wyniku dziennikarskiego śledztwa Gargas dotarła do nowych świadków, których relacje odbiegają od oficjalnych ustaleń dotyczących przebiegu katastrofy.
Rozmówcy dziennikarki twierdzą, że w Smoleńsku doszło do eksplozji, obalają też teorie "beczki" i "pancernej brzozy".
Film "Anatomia upadku" był sprzedawany wraz z "Gazetą Polską".
(js)
Kierowca autobusu: tupolew leciał kołami w dół
Gargas dotarła m.in. do Nikołaja Szewczenki, kierowcy autobusu na trasie z Pieczerska do Smoleńska: "Usłyszałem samolot, zobaczyłem iskry z samolotu, idzie bardzo nisko, kołami w dół" - opowiadał w "Anatomii upadku" (cytaty za artykułem Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego w "Gazecie Polskiej").
"Nad drogą w jakim leciał położeniu?" - pytała kierowcę Gargas. Nikołaj Szewczenko: "W położeniu brzuchem w dół, zrozumieliście mnie? Kołami w dół, tak jak się idzie do lądowania".
Samolot nie przewrócił się "na plecy"?
Relacja kierowcy autobusu, zdaniem autorki filmu, stawia pod znakiem zapytania ustalenia raportów MAK i komisji Millera, według których polski samolot najpierw częściowo obrócił się kołami do góry, a następnie całkiem obrócił się "na plecy" i tak uderzył w ziemię.
Jak ocenia dziennikarz "Wprost" Piotr Śmiłowicz, trudno podważać relację kierowcy, tym niemniej "pierwszy lepszy policjant wie, że gdy jest kilku naocznych świadków jakiegoś zdarzenia, często ich zeznania różnią się w sposób zasadniczy". Dlatego - stwierdza - trzeba brać pod uwagę kilka relacji, a nie tylko jedną.
"A inne relacje naocznych świadków potwierdzają, że samolot był jednak przekrzywiony. Twierdzi tak choćby Sławomir Wiśniewski, telewizyjny montażysta, który nakręcił najbardziej znane zdjęcia tuż po katastrofie" - pisze na swoim blogu Śmiłowicz.
Świadek: to ja przyniosłem fragmenty samolotu pod brzozę
Gargas dotarła również do rosyjskiego lekarza Nikołaja Bodina - właściciela działki, na której stoi brzoza, o którą samolot miał zawadzić skrzydłem.
Mężczyzna mówi w filmie "Anatomia upadku", że to on przyniósł pod brzozę fragmenty samolotu, które znalazł. Bodin twierdzi: "Małych elementów było dużo, leżały też na drodze. Pobiegłem w kierunku miejsca katastrofy. Gdy wracałem, zebrałem leżące tu części i przeniosłem pod brzozę" (cytaty za artykułem Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego w "Gazecie Polskiej").
Zdaniem autorki filmu ta wypowiedź podważa ustalenia raportów rosyjskiego i polskiego, mówiące o tym, że fragment skrzydła, jaki tam znaleziono, oderwany został w wyniku zderzenia z brzozą i dlatego tam został znaleziony.
"Dziennikarka nie zadała świadkowi kluczowych pytań"
Zdaniem Piotra Śmiłowicza, dziennikarza "Wprost", Gargas dopuściła się manipulacji w odniesieniu do tego świadka, ponieważ nie zadała Bodinowi dwóch kluczowych pytań.
"Pierwsze z nich brzmi: czy pod drzewem były jakieś inne części samolotu, poza tymi przyniesionymi przez Bodina? I drugie, najbardziej kluczowe: czy Bodin coś wie o okolicznościach złamania się brzozy? Czy może zauważył, jak brzoza złamała się po przelocie samolotu (którego był świadkiem), a jeśli nie, to czy pamięta, czy brzoza może była złamana wcześniej (bo jeśli nie samolot ją złamał, to ktoś albo coś musiało to zrobić)? Mieć bezpośredniego świadka najbardziej spornego fragmentu katastrofy i go o to nie zapytać, to naprawę śledcze mistrzostwo świata" - stwierdza dziennikarz na swoim blogu.
"To kolejna manipulacja"
W filmie pojawia się też zdjęcie z paralotni. Widać na nim złamaną brzozę, a w jej otoczeniu inne dużo wyższe drzewa, zupełnie nieuszkodzone. Zdaniem Śmiłowicza, to kolejna manipulacja.
"Każdy, kto robi zdjęcia w takim zadrzewionym terenie wie, że w zależności od kąta, pod jakim się je robi, można uzyskać zupełnie różny efekt. Tak się akurat składa, że istnieje dużo zdjęć tego rejonu, zrobionych w pierwszych dniach po katastrofie, na trasie przelotu Tu-154M. Pokazują one nie tylko najbardziej znana brzozę, ale też inne połamane drzewa. Potwierdzając tym samym, że prezydencki samolot mógł tamtędy przelecieć" - dowodzi na swoim blogu dziennikarz '"Wprost".
Właściciel garażu: były trzy głuche huki, było widać język ognia
Gargas przytacza też relację Anatolija Żujewa, dozorcy, właściciela garażu przy lotnisku Siewiernyj: "Po tym, jak samolot wyłonił się na chwilę z mgły, był to moment, kiedy zaryczały silniki, powstał silny, oślepiający błysk. Po tym błysku obserwowałem samolot przez 1-2 sekundy, próbował nabrać wysokości" (cytaty za artykułem Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego w "Gazecie Polskiej").
Anatolij Żujew stwierdził, że widział wybuch: "Taki był jak żółtko, żółtko jajka, okrągłe i nic więcej".
Właściciel jednego z garaży stojącego niedaleko miejsca katastrofy powiedział autorce filmu: "Trzy głuche huki, trzy głuche huki, z małą przerwą. Jak nastąpił ten ostatni, było widać niewielki język ognia".
Pracownik warsztatu: był głuchy stuk i strzelił płomień
W filmie Gargas umieściła też zeznania pracownika warsztatu samochodowego, Igora Fomina: "Jak samolot leciał, wydawał dziwny hałas, dźwięk był świszczący, trzaskający. Był głuchy stuk i strzelił płomień. W tym czasie była mgła, ale nieduża. Kiedy przybiegłem na miejsce zdarzenia, praktycznie mgły nie było. (...) Tutaj przecież było widać" (cytaty za artykułem Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego w "Gazecie Polskiej").
"Nisko leciał, przechylił się na lewą stronę i zahaczył skrzydłem o drzewa, potem poszedł tam. Tam widać było ścięte drzewa. Słyszałem też głuche uderzenie, nie było zbyt głośne, potem było widać ogień, kulę ognia". "Ja tam byłem, nim ogrodzono teren. To były szczątki porozrzucane w promieniu 150m, może więcej. Nie było wybuchu, tylko głuchy dźwięk i chmura pyłu". "Akurat wyszedłem przed warsztat zapalić papierosa. Zwykle, gdy do lądowania na lotnisku podchodziły samoloty, nie było ich słychać. A tu usłyszałem kilka głuchych dźwięków, takie trach, trach, to samolot zahaczał o drzewa. Nagle stanął w płomieniach, to był duży ogień. Potem znowu był głuchy dźwięk i ziemia się zatrzęsła".
Motocyklista: małe części były tu rozrzucone wszędzie
Anita Gargas dotarła też do motocyklisty Siergieja Mikiszanowa: "Byłem w garażu. Nagle dźwięk samolotu znikł. Zrozumiałem, że coś się wydarzyło, jakaś katastrofa. Poszedłem tam. Część skrzydła spadła blisko szosy (wskazuje ręką). Spadając, zahaczyła o przewody elektryczne biegnące przy szosie, ale ich nie zerwała, druga część spadła w zarośla, pięć metrów dalej. Samolot wtedy zaczął się wznosić. Nad szosą przelatywał na wysokości tych drzew (pokazuje). 30-50 metrów za drogą leżały już kolejne elementy, w tym część ogonowa. Małe części były tu rozrzucone wszędzie. Dalej nie poszedłem" (cytaty za artykułem Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego w "Gazecie Polskiej").
Pracownik pobliskiego zakładu produkcyjnego: "Podniosłem oczy i widzę, a wszystko jeszcze leci w powietrzu, nieduże elementy".
Inny świadek: "Spojrzałem w górę, a wszystko leci w powietrzu, choć wysokość nieduża, elementy duraluminium".
"Nowych faktów na temat katastrofy, nawet zmanipulowanych, nigdy za mało"
Śmiłowicz wyraża szacunek wobec Gargas, że zdecydowała się szukać nowych tropów, zarzuca jej jednak, że robiła swój film pod tezę.
"Z filmem tym jest problem taki sam, jak np. z całą działalnością zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza. Był robiony pod tezę, która brzmiała: 'Katastrofa miała na pewno inny przebieg, niż podaje MAK i komisja Jerzego Millera'. A trudno do końca poważnie traktować materiały śledcze, które są robione pod tezę, zamiast po prostu dochodzić prawdy" - pisze.
Na koniec stwierdza jednak, mimo swoich zastrzeżeń uważa film "Anatomia upadku" za wart obejrzenia. "Nowych faktów dotyczących katastrofy, nawet jeśli są lekko zmanipulowane, nigdy nie jest za mało" - kończy. (Wykorzystane źródła: "Gazeta Polska", Wprost.pl).
(js)