Samolot, który leciał do Chartumu, rozbił się tuż po starcie z lotniska w Port Sudanie nad Morzem Czerwonym.
Bezpośrednio po starcie kapitan maszyny meldował, że ma kłopoty - nie zdążył jednak lądować. Samolot spadł na niezamieszkały obszar w odległości 5,5 km od Port Sudanu (660 kilometrów na północny wschód od Chartumu).
Z nadal niepełnych informacji, jakie podał przedstawiciel sudańskich linii, wynika, że większość ludzi, znajdujących się na pokładzie Boeinga, spłonęła.
Rzecznik linii nie potrafił powiedzieć, czy wśród ofiar są cudzoziemcy.