Przypomina przy tej okazji, że w Mrągowie awarii uległ wysięgnik dźwigu i skoczek uniknął śmierci tylko dzięki materacowi ratunkowemu. W Krakowie mężczyzna uderzył po skoku o podłoże i połamał sobie ręce. Zaś w Ciechocinku Paweł Zegarowski złamał sobie obojczyk. "Uderzył z potworną siłą. Byłem pewien, że mój kolega zabił się albo przynajmniej połamał sobie kości w drobny mak. Materac bezpieczeństwa o grubości około półtora metra złożył się na pół jak muszla małży"- opisuje jeden ze świadków wypadku.
Zdaniem policji z Ciechocinka, która została poinformowana o wypadku Pawła Zegarowskiego, winę poniósł sam skoczek, ponieważ podał złą wagę ciała. Tymczasem najwięksi fachowcy od skoków bungee w Polsce twierdzą, że na danych podawanych przez skoczka polegać nie można. Każdy przed skokiem musi zostać przynajmniej dwukrotnie zważony. "Gdyby nie było tego materaca, nie miałbym szans na przeżycie"- stwierdził Paweł Zegarowski. Dodał, że dostał po prostu drugie życie.