To nie były żadne superokazje - mówi sekretarz gminy Miekinia, Jan Marian Grzegorczyn. "Moim zdaniem ci, którzy je kupili, dali się wpuścić w maliny. Szczere pole, żadnej porządnej drogi, daleko do mediów" - powiada. Według niego, był to pierwszy przetarg na te grunty i nie cieszył się wielkim zainteresowaniem. Większość działek została sprzedana po jednym podniesieniu ceny wywoławczej o jedną ustaloną wcześniej wartość. I tak np. komendant i jego zastępca zapłacili po 200 zł więcej od ceny wywoławczej (odpowiednio 15 tys. 890 i 16 tys. 310 zł).
Kupujący zapłacili więc za każdy metr gruntu rolnego po około 1,50 zł. "Nie ma tak tanich działek rolnych na wolnym rynku" - powiedziała gazecie szefowa działu sprzedaży Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości, Teresa Michniak. Wszystko, co blisko Wrocławia, jest drogie - dodała. Co prawda, ceny ziemi rolnej nawet w pobliżu miasta zaczynają się już od kilkudziesięciu groszy za metr. Pod warunkiem jednak, że kupujemy hurtem. Przynajmniej kilkanaście, a raczej kilkadziesiąt hektarów - wyjaśniła Michniak. Agenci nieruchomości zgodnie potwierdzają, że ceny niewielkich, jedno-dwu hektarowych działek rolnych są znacznie wyższe - relacjonuje "Gazeta Wrocławska".