PolskaZraniony w serce

Zraniony w serce

19 kwietnia do Szpitala Specjalistycznego w
Jaśle został przewieziony z raną kłutą klatki piersiowej 24-letni
mieszkaniec jednej z podjasielskich miejscowości. Przeżył dzięki
szybkiej interwencji lekarzy. Nadal nie są jednak znane przyczyny
tragedii - piszą "Super Nowości".

24.04.2006 | aktual.: 24.04.2006 06:55

Do wypadku doszło w Spółce Jasan, zakładzie zajmującym się produkcją i eksportem mięsa końskiego, podczas przerwy w pracy. Zakrwawionego mężczyznę znalazł w jeliciarni kolega z pracy. Prawdopodobnie narzędziem zranienia był nóż rzeźnicki. Rannego, prawie umierającego natychmiast przewieziono do szpitala, gdzie przeprowadzono 3-godzinną operację.

- Otworzyliśmy klatkę piersiową, zeszyliśmy dość dużą, bo 2,5- centymetrową ranę w prawej komorze serca. Gdybyśmy tego nie zrobili w ciągu kilkunastu minut, chłopak mógłby nie przeżyć- stwierdza Jan Giebułtowski, chirurg, który wraz z Jarosławem Gawiorem operował poszkodowanego.

Mężczyzna przebywa obecnie na Oddziale Intensywnej Terapii. Jak poinformował ordynator OIOM-u, Grzegorz Litwicki, był on przez jeden dzień uśpiony, podłączony do respiratora. Obecnie jest wybudzany, nie krwawi. Niestety, nadal istnieje ryzyko zakażenia, chociażby z powodu niezbyt czystego narzędzia zranienia.

Celem wyjaśnienia okoliczności tragedii prowadzone jest postępowanie przygotowawcze, badane są przyczyny zajścia. Policjanci przeprowadzili oględziny miejsca zdarzenia, rozmawiali z pracownikami. Na podstawie zebranych do tej pory dowodów wstępnie wykluczono udział osób trzecich.

- Człowiek ten żyje. Liczymy na to, że jego stan zdrowia się poprawi i będzie mógł sam wyjaśnić okoliczności zdarzenia- mówi Mariusz Skiba, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Jaśle. Zastanawiający jest jednak fakt, dlaczego ten młody człowiek wszedł podczas przerwy w pracy do jeliciarni i wziął ze sobą nóż rzeźnicki, który w tym czasie powinien być w sterylizatorze.

Na terenie zakładu nikt nie chciał się wypowiadać na ten temat. Również prezes zakładu Piotr Wierzbowski nie skomentował oficjalnie całego wydarzenia. (PAP)

Źródło artykułu:PAP
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)