- Syn Jakub jest w klasie maturalnej. Zosia też mówi, że nie chciałaby zmieniać szkoły i rozstawać się z przyjaciółmi. Zdecydowaliśmy, że będziemy taką rodziną na odległość. Pracuję w urzędzie miejskim. Mam tu znajomych, ale wiadomo, jak przyjdzie co do czego jest się samotnym jak palec. Zepsuło się ogrzewanie, lała się woda. Musiałam zakasać rękawy i jakoś to załatać. Nie było kogo poprosić o pomoc. Ciągle coś się psuje albo trzeba coś załatwić w banku, to w urzędzie. Ciągle brakuje pieniędzy na te naprawy. Mąż zarabia i gdyby nie to, byłoby tragicznie. Mieszkamy jednak w dość starej kamienicy, nie ma dnia, żeby coś nie odpadło. Właściwie nie rozstaje się z kluczem francuskim, młotkiem i taśmą izolacyjna. Myślę, że już tak będzie wyglądać to nasze życie. Pewnie na starość mąż wróci do Polski. Chociaż, kto wie - teraz kryzys może wpłynać na zmianę planów. Czasem marzę, żeby iść na niedzielny spacer z mężem pod rękę. Czasem idę, ale sama.