W nocy dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Bytomiu odebrał telefon o napadzie przy ul. Katowickiej. Z relacji rozmawiającego z policjantem mężczyzny wynikało, że on i jego kolega zostali zaatakowani przez grupę młodych ludzi - napastnicy oblali ich cieczą i podpalili - powiedział podkomisarz Grzegorz Olejniczak z zespołu prasowego śląskiej policji.
Kilkanaście minut wcześniej policja została powiadomiona przez bytomskich strażaków o pożarze baru przy ul. Chorzowskiej.
Policjanci z pionu kryminalnego skojarzyli te dwie sprawy; przyjęli, że najprawdopodobniej dwaj poparzeni mężczyźni - przebywający obecnie w szpitalu - najpierw włamali się do baru przy ul. Chorzowskiej, a potem dla zatarcia śladów podpalili. Zrobili to na tyle nieudolnie, że doznali przy tym oparzeń.
Taka wersję wydarzeń potwierdziło zachowanie psa tropiącego. Z mieszkania jednego z poparzonych mężczyzn doprowadził on policjantów nie na miejsce, gdzie miało dojść do rzekomego napadu, ale wprost pod spalony bar.
Właściciel lokalu oszacował straty na 15 tys. zł. (aka)