Tymczasowi właściciele atrakcyjnej nieruchomości postanowili wykupić ją od gminy. Dogadali się z wójtem, że cena będzie preferencyjna. W zamian urzędnik miał zażądać okrągłej sumki. Mieli ją płacić dla niepoznaki na konto parafii w Wierzbicy.
Jolanta i Ryszard B. wpłacili 30 tys. Nie doczekali się jednak korzystnego dla siebie rozwiązania. Nieruchomość co prawda kupili, jednak musieli za nią zapłacić nie 240 tys. zł, ale ponad 300 tys. zł - podaje dziennik.
Wściekli zawiadomili o wszystkim Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Podejrzany o korupcję urzędnik zaprzeczył wszystkim oskarżeniom - informuje "Fakt". (PAP)