Wojna na emocje [OPINIA]

Decyzja Prezydenta Nawrockiego o odebraniu prezydentowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego była do przewidzenia, ale jest błędem - pisze dla Wirtualnej Polski dr hab. Barbara Brodzińska-Mirowska.

 Na zdjęciu prezydent Nawrocki, prezydent Zełenski i premier Tusk
Źródło zdjęć: © East News, PAP
Barbara Brodzińska-Mirowska

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Karol Nawrocki od początku swojej prezydentury realizuje politykę jaskrawej i aktywnej partycypacji w bieżącej polityce. Odebranie Orderu Orła Białego ma znaczenie wyłącznie symboliczne i niewielką skuteczność polityczną, ale za to silny ładunek emocjonalny.

Traumatyczne doświadczenia Polaków to chyba jedna z niewielu spraw, które dziś łączą ludzi bez względu na poglądy. Nie trzeba mieć bezpośrednich doświadczeń wojennych, aby to doświadczenie mieć zapisane w kulturowym DNA (świetnie o tym pisze Michał Bilewicz w książce "Traumaland"). Dlatego też prezydent liczy na zbicie kapitału politycznego. I nie jest wykluczone, że może mu się to udać z uwagi na stopniowo zmieniające się nastroje wobec Ukraińców.

Drugi wymiar tej sprawy, politycznie dla prezydenta istotny, to kij w szprychy rządu. Ta decyzja przypieczętowuje dwugłos Polski w polityce międzynarodowej. To bardzo zła informacja. Z perspektywy polskiej racji stanu doraźne cele polityczne prezydenta wzięły górę nad polską racją stanu.

Co to zmienia

Decyzja prezydenta Ukrainy, aby jednej z jednostek wojskowych nadać imię Bohaterów UPA, z polskiego punktu widzenia była dużym błędem. Próba ukarania prezydenta Ukrainy w ten sposób nic jednak nie zmieni. Odebranie najwyższego polskiego odznaczenia nie przybliży nas ani o milimetr do opracowania strategii działania z Ukrainą w sprawie kwestii wołyńskiej, która czeka na wyjaśnienia. Nie uwrażliwi Ukraińców na naszą wrażliwość historyczną i nie pomoże w tym, aby przygotować pod to właściwy grunt.

Natomiast zaognia emocje w momencie, kiedy toczą się ważne rozmowy dotyczące odbudowy Ukrainy, co z punktu widzenia relacji bilateralnych jest dla Polski dużą szansą. Rozedrgane emocje polsko-ukraińskie to polityczny gorący kartofel także dla partnerów zagranicznych.

Najgroźniejszym efektem ubocznym tej decyzji jest jednak świadome podpalanie nastrojów społecznych w kraju. Rozpylanie antyukraińskiego resentymentu to gra z silnymi emocjami – gra, która w polityce często kończy się źle. Zwłaszcza dziś, kiedy polityka jest rozemocjonowana jak nigdy.

Prezent dla Putina

Bez względu na to, jak trudne i bolesne emocjonalnie są doświadczenia historyczne, dzisiejsza rzeczywistość nie pozostawia złudzeń. Polska racja stanu jest jasna: jest nią stabilna Ukraina, zakorzeniona w Europie w taki czy inny sposób. I niestety w tak biało-czarny sposób wygląda dziś ta relacja. Napięcia na linii Ukraina-Polska to prezent dla Putina, to okazja, którą on wykorzysta.

Prezydent stawia Donalda Tuska także w niełatwej sytuacji. Decyzja ta wymaga kontrasygnaty premiera. Premier do tej pory upominał obu prezydentów o to, aby nie eskalowali emocji. Ale teraz piłka jest po jego stronie. Celem jest odcięcie się od szantażu emocjonalnego, w którym postawił go prezydent. Polska racja stanu w zasadzie wymusza na premierze tylko jedną decyzję: odmowę kontrasygnaty. Musi zdecydować, czy zabiera chłopcom łopatki, ale czy to spowoduje, że skończy się zabawa w piaskownicy? Sam może dostać piaskiem w oczy.

Wybrane dla Ciebie