Zagrożona powodzią jest także Polska Ambasada w Pradze. Sekretarz prasowy placowki - Paweł Krysiński powiedział, że ambasada będzie częściowo ewakuowana. Dodał, że pracownicy przygotowują się do kulminacyjnej fali powodziowej i zabezpieczają placowkę układając worki z piaskiem.
Wkrótce potem w dzielnicach położonych nad Wełtawą zaczęły wyć syreny. Z głośników rozległ się komunikat: Proszę przygotować się do natychmiastowej ewakuacji. Zabrać z sobą trzeba dokumenty osobiste, ubranie, środki czystości i zapasy żywności na co najmniej trzy do pięciu dni.
Mieszkańcy na ewakuację dostali dokładnie 45 minut. Niemal w mgnieniu oka dzielnice bezpośrednio nad Wełtawą opustoszały.
W ciągu pół godziny z położonych opodal Wełtawy ulic wywieziono niemal wszystkie samochody, a te, których kierowcy nie zdążyli na czas usunąć, bezpardonowo ładowano na lory.
Ludzie, którzy w pośpiechu opuszczali mieszkania, kierowani są do położonych w wyższych częściach miasta szkół podstawowych. Do opustoszałych dzielnic, obok policjantów i strażaków, zjechali również żołnierze. O godz. 11 odcięto połączenia telefoniczne i dostawy prądu; wstrzymano dostawy gazu.
Do mieszkańców nieustannie kieruje się apele, aby opuścili tereny, gdzie Wełtawa może wylać. Policja prosi ciekawskich (głównie zagranicznych turystów, dla których powódź jest jedną z atrakcji), aby opuścili tereny nadbrzeżne.
Gdyby przerwane zostały specjalne stalowe ściany przeciwpowodziowe, które w niektórych miejscach odgradzają nurt rzeki od historycznych części miasta - dojść może do niewyobrażalnych tragedii.
Bardzo trudna sytuacja powodziowa panuje również na południu i zachodzie Czech, gdzie w Pilźnie rzeka Radbuza zalała już centrum miasta. W znajdujących się od wczoraj pod wodą Prachaticach nie działają telefony, bankomaty; nie ma dostaw prądu.
Jak wynika z zapowiedzi meteorologów, intensywne opady deszczu utrzymają się w Czechach do wieczora. Później ulewy przesuną się na czeski Śląsk i północne Morawy przy granicy z Polską. (iza)