Widmo sprawiedliwości? [OPINIA]

Gdzie obecnie przebywa Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości? Oto jest pytanie - pisze w felietonie dla Wirtualnej Polski dr hab. Barbara Brodzińska-Mirowska.

Marcin Romanowski na Węgrzech, marzec 2026 rokuMarcin Romanowski na Węgrzech, marzec 2026 roku
Źródło zdjęć: © East News | JAAP ARRIENS
Barbara Brodzińska-Mirowska
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Pytanie, gdzie przebywa Marcin Romanowski, mniej elektryzuje opinię publiczną, a zdecydowanie bardziej kluczowe instytucje i służby. Okazuje się bowiem, że wprawdzie planowane działania Zbigniewa Ziobry umknęły właściwym organom, to przynajmniej wiadomo, gdzie jest były prokurator generalny i są pewne przypuszczenia, jakie procedury otworzyły drogę byłemu ministrowi do wyjazdu z Europy. A procedury mają tu znaczenie. Mimo że Zbigniew Ziobro ma odebrany paszport, to jako że na Węgrzech miał azyl, do USA dostał się za sprawą paszportu genewskiego – tak donoszą media. Były minister nie jest ścigany w oparciu o europejski nakaz aresztowania.

Sytuacja prawna Marcina Romanowskiego jest bardziej skomplikowana. Za nim w tej chwili wystawiony jest europejski nakaz aresztowania. Póki co, jak się dowiadujemy, są pewne tropy, pewne hipotezy. Służby sprawdzają różne wątki. Nie zmienia to jednak faktu, że – jak się okazuje – byłemu wiceministrowi sprawiedliwości wystarczyło wiedzy prawniczej i najpewniej znaczących koneksji politycznych – co samo w sobie też jest ciekawe – aby w czasach, gdzie każdy z nas permanentnie zostawia swój ślad cyfrowy, skutecznie ukrywać się przed służbami, które przecież możliwości działania mają potężne.

Parafianowicz: Przewrót kopernikański Trumpa. Czy polska dyplomacja zaspała?

Test ze sprawczości rządu

Konsekwencje tej sprawy nie będą kluczowe dla poparcia dla partii tworzących dziś rząd w 2027 r. Wiadomo bowiem od dawna, że kluczowym i decydującym elementem związanym z utrzymaniem władzy lub jej utratą będą kwestie gospodarcze. Ale skuteczność rozliczeń lub ich brak są dużym wyzwaniem wizerunkowym. Z prostego powodu – kwestia obiecanych rozliczeń nadużyć władzy poprzedniej ekipy była silnie akcentowana w kampanii. A w tych sprawach sytuacja jest dość jednoznaczna: albo państwo działa, albo nie. W odbiorze społecznym nie ma nic pośrodku. Póki co wygląda to tak, że obaj panowie skutecznie bawią się z polskim wymiarem sprawiedliwości w kotka i myszkę.

Im bardziej w czasie oddala się wizja wyjaśnienia, jak wydatkowano pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości, tym bardziej narasta poczucie, że państwo sprawnie egzekwuje nawet drobne przewinienia w przypadku zwykłego Kowalskiego, a nie jest w stanie pociągnąć do odpowiedzialności polityków. Im mniejsze prawdopodobieństwo, że proces ten ruszy i wina lub jej brak zostaną rozstrzygnięte, tym bardziej słowa obecnie rządzących polityków zaczną przypominać puste oskarżenia, jakie przez lata rzucała prawica na Donalda Tuska - nic ostatecznie mu nie udowadniając.

Będzie narastać poczucie nie tylko elementarnej niesprawiedliwości, ale także bezkarności. Jakie mogą być konsekwencje tego zjawiska? Takie sytuacje ustawiają obywatela tyłem do państwa. Ludzie zaczynają się zastanawiać, jakie mają powody, aby się w sprawy państwa angażować. Od płacenia podatków po udział w wyborach. To jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej. W przypadku polskich doświadczeń ostatnich lat narasta poczucie, że poprzednia władza była skuteczna, a obecna nie jest. A wyborca, zajęty swoim życiem, raczej nie będzie pamiętał, że ten, kto omija przeszkody (czytaj np. prawo), na krótką metę rzeczywiście jest ponadprzeciętnie skuteczny, na dłuższą demontuje państwo, które w konsekwencji zaczyna być niewydolne.

System w trybie awaryjnym

Sprawa ta jednak ma głębsze znaczenie związane z funkcjonowaniem państwa u jego podstaw. Los byłego ministra sprawiedliwości i jego zastępcy to kolejny przykład, który pokazuje, jak daleko idąca jest destrukcja kluczowych organów państwa po ośmiu latach rządów Zjednoczonej Prawicy. Proces naprawczy toczy się w bólach i po drodze z wieloma problemami. I być może dyskusja o sprawczości lub jej braku ze strony rządu i służb jest ciekawsza, łatwiejsza do opowiedzenia. Ale fundamentalny problem leży gdzie indziej. System sprawiedliwości, służby kluczowe z punktu widzenia interesu państwa, wciąż działają w trybie awaryjnym. I to jest zła sytuacja z punktu widzenia redemokratyzacji.

Skutki tego bałaganu to nie tylko historia Ziobry i Romanowskiego – najbardziej dotkliwe konsekwencje tego stanu rzeczy będą dotykać zwykłych obywateli. I to jest dziś najważniejszy wniosek i konsekwencja, jaką pokazuje sprawa poszukiwań obu polityków. Oznacza to, że droga do odbudowy stabilności demokratycznej Polski będzie trudna i na dziś, pojawia się pytanie, czy w ogóle będzie możliwa i w jakiej perspektywie.

Wybrane dla Ciebie