Weteranki szos
Stoją przy międzynarodowej trasie A4. Eksponując swoje wdzięki, machają do kierowców. Wszystkie pochodzą z Bułgarii i prostytucją zarabiają na siebie i swoich alfonsów - pisze "GW".
Co pewien czas policja lub straż graniczna wyłapuje niektóre z nich i deportuje z Polski. Ale już następnego dnia pojawiają się następne.
Na około 15-kilometrowym odcinku trasy A 4, kilkanaście młodych kobiet o śniadej cerze, oferuje kierowcom przejeżdżających samochodów swoje usługi. Wyzywająco ubrane, w większości bardzo ładne, powodują, że panowie za kierownicami zwalniają na ich widok. Bułgarki mają od 18 do 40 lat. Niektóre już kilka razy były deportowane z Polski. Ale wkrótce wracały. Do naszego kraju, jak twierdzą, przygnała je bieda.
"Pracy u nas nie ma" - mówi 18-letnia Elena. "Mieszkam koło Starej Zagory. Zakłady polikwidowali. Pracuję przy drodze od kilku miesięcy. O tym, że mogę zarobić w Polsce, dowiedziałam się od koleżanki, która już tu była".
Niektóre z kobiet to prawdziwe weteranki. Marika ma 40 lat, dwoje dzieci i męża w Płowdiwie. Przy polskich drogach stoi od sześciu lat. Z przerwami na deportację i powrót.
"Nawet nie wiem dokładnie, ile razy mnie deportowali" - mówi. "Ale zawsze wracam. Utrzymuję z tego męża i dzieci".
Jak mówi Marika, dziennie "zalicza" kilku, a jak jest dobry dzień, to i kilkunastu klientów. Ten, który się zatrzyma, zjeżdża kilkadziesiąt metrów w las i tam dochodzi do "ubicia" interesu.
Największą część klientów stanowią kierowcy ciężarówek. Ale zatrzymują się też mężczyźni w luksusowych mercedesach i uczniowie szkół średnich. Sporą cześć z zysku każda z kobiet oddaje niewidocznym dla klientów sutenerom. To oni właśnie rano przywożą i wieczorem zabierają kobiety z drogi. (aka)