Jak wyjaśnił anonimowy przedstawiciel ukraińskiego ministerstwa, istnieją przesłanki, by poważnie rozważać tę wersję.
Według niego, ukraińscy żołnierze akurat w czasie przelotu Tu-154 odpalali pociski z systemu rakietowego S-200. Są one w stanie trafiać cele położone w odległości do 300 kilometrów. Według scenariusza ćwiczeń, rakieta miała zniszczyć bezzałogowy samolocik ćwiczebny, jednak mógł ją zmylić o wiele silniejszy sygnał przelatującego 100 kilometrów dalej rosyjskiego Tu-154.
Na korzyść tej wersji przemawiają zeznania armeńskiego pilota, który widział dwa wybuchy. Rakiety z systemu S-200 wybuchają tuż przed celem i trafiają go dużą ilością szrapneli. Po takim trafieniu w samolocie mogło wybuchnąć paliwo. (reb)