Reporter "Super Expressu" przeskoczył przez ogrodzenie lotniska i nie niepokojony przez nikogo szedł po pasie startowym. Po chwili nalepił na kolejne mijane samoloty logo dziennika. Sam musiał zadzwonić po ochronę. "Gdyby dziennikarz był terrorystą, zamiast naklejki podłożyłby bombę" - komentuje "Super Ekspress". Dziennikarz został zatrzymany przez straż ochrony lotniska i graniczną. Jak zauważa dziennik, właśnie w wigilijne południe służby odpowiedzialne za ochronę Polaków przed terrorystami powinny być najbardziej czujne. "Ale zapewnienia władz, że jesteśmy bezpieczni, okazują się zwykłym kłamstwem" - pisze "Super Ekspress".
Rzecznik Portów Lotniczych była nieuchwytna dla dziennikarzy "Super Ekspresu". Marcin Kossek, instruktor zagranicznych jednostek antyterrorystycznych, uważa, że zdarzenia tego typu są bez precedensu i nie wymagają komentarza."Na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo, na londyńskim Heathrow, czy nawet w Mińsku dziennikarz pewnie nie miałby żadnych szans" - twierdzi Kossek. Dodaje, że jest to kolejny dowód na to, jak niepoważnie w Polsce podchodzi się do realnego zagrożenia.