- Kiedy byłem prezesem Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji w Wałbrzychu, przymuszali mnie do wypłacania im pieniędzy z kasy spółki - twierdzi w rozmowie z "SE". Przekazał już w tej sprawie pismo do prokuratury.
Zarzecki otwarcie przyznaje, że z kasy MPK za jego czasów wyparowało pół miliona złotych. Na co poszły? Jego zdaniem na "cele związane z funkcjonowaniem Platformy Obywatelskiej".
W doniesieniu do prokuratury znalazły się takie stwierdzenia, jak: "Rolą każdego szefa spółki było odpalić kasę na każde wybory i tak np. tylko ja musiałem znaleźć na Chlebowskiego 30 tys. przekazane Pani Mrzygłockiej w trakcie imprezy w restauracji Legenda w Szczawnie-Zdroju, na której i on był obecny". Albo: "Podobnie senator Ludwiczak chętnie wyciągał rękę po kasę i tak oceniam, że zapewnił sobie finansowanie tylko ode mnie na 40-50 tys. zł".
Oskarżani przez Zarzeckiego politycy bronią się. - To jakaś bzdura - odpiera oskarżenia senator Roman Ludwiczuk. - Zarzecki wyprowadził z MPK pół miliona złotych i teraz stara się sprawę zatuszować - słyszymy od senatora.