Kobiety szukała najpierw rodzina, a gdy nie przyniosło to rezultatu, także policjanci, strażacy i mieszkańcy okolicznych miejscowości. Użyto dwóch psów tropiących, które zaprowadziły uczestników poszukiwań na bagna biebrzańskie.
Gdy teren stał się niedostępny, na pomoc wezwano policyjny śmigłowiec. Przez półtorej godziny jego załoga przeszukiwała teren z powietrza i dojrzała zaginioną staruszkę - 15 kilometrów od domu. Kobieta była bosa (potem okazało się, że ma pokaleczone stopy, bo pieszo przeszła całą drogę); rwała trzcinę, prawdopodobnie szykując sobie miejsce do spania.
Miejsce bezpiecznego lądowania udało się znaleźć kilkaset metrów dalej. Brnąc przez rozlewiska, funkcjonariusze dotarli do kobiety, którą następnie zabrali do śmigłowca.