Parę dni temu naftę do lampy chciał kupić Jerzy Gładziuk z Malborka. pani sprzedawczyni z wielobranżowego sklepu podała mu półlitrową butelkę w cenie 5,80 zł. Następnie wyjęła zeszyt i poprosiła o wpisanie swoich danych - imienia, nazwiska i adresu. "Myślałem, że jestem w ukrytej kamerze. Czekałem, aż ktoś w sklepie powie mi, że to był dowcip. Nie doczekałem się" - śmieje się na łamach gazety Jerzy Gładziuk.
Kwit na naftę. jest niezwykle poważny i groźnie się nazywa - "Oświadczenie podmiotu nabywającego prekursory grupy I-R, IIA-R lub IIB-R (w transakcji jednorazowej) o ich przeznaczeniu" trzeba wpisać dane i oświadczyć, do czego potrzebna jest nam kupowana substancja i przez jaki czas chcemy jej używać. Dokumenty zostają w sklepie podaje dziennik. (PAP)