Już w maju br. matka Sławomira R. informowała metropolitę gdańskiego o swoich podejrzeniach dotyczących skłonności prałata. To znaczy, że Gocłowski wiedział o sprawie wcześniej, niż sąd rodzinny, który w lipcu poinformował prokuraturę o podejrzeniach matki. Jednak o sprawie milczał - podaje dziennik. Już po sierpniowej publikacji w "Dzienniku Bałtyckim", który jako pierwszy zapowiedział wybuch skandalu z udziałem wpływowego księdza gdańskiego, Gocłowski utrzymywał, że nie wie, o kogo chodzi. Zgodnie z krążącymi w Gdańsku pogłoskami, źródłem wiedzy metropolity jest nie tylko matka byłego ministranta - informuje "Trybuna".
Hierarcha ma być na bieżąco informowany o wszystkim, co dzieje się w sprawie. Jako pierwszy miał poznać treść lipcowych zeznań matki Sławomira R. przed sądem rodzinnym. Podobno żadne z tzw. przecieków do prasy nie są zaskoczeniem dla arcybiskupa, bo ich treść już zna z własnych źródeł. Kornatowski powiedział nam, że według jego wiedzy, dostęp do materiałów śledztwa ma tylko prokurator prowadzący. Skąd więc wiedza gdańskiego metropolity? Oględnie wyjaśnił to ks. Bock - pisze gazeta. Wiedza arcybiskupa ma charakter ogólny. Nie było powodów, aby zapoznawał się z aktami sprawy. Być może zrobi to, kiedy zostaną postawione komuś zarzuty i postępowanie będzie przeciwko konkretnej osobie, a nie w sprawie. Wiedza metropolity pochodzi z innych źródeł, z kierowanych do niego zapytań i spotkań z ludźmi - poinformował "Trybunę". (PAP)
Więcej: Śledtwo Gocłowskiego