Rzeź Woli
W "czarną sobotę" 5 sierpnia 1944 roku naziści wymordowali dziesiątki tysięcy warszawiaków
Polskie dzieci zabijali kolbami karabinów - zdjęcia
68 lat temu hitlerowcy rozpoczęli masową i systematyczną masakrę mieszkańców Woli w odwecie za Powstanie Warszawskie. Była to bezpośrednia realizacja rozkazu Adolfa Hitlera, nakazującego obrócenie w pył polskiej stolicy i wymordowanie wszystkich jej mieszkańców.
"Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy" - brzmiał zbrodniczy rozkaz Fuhrera, a jego podwładni zaczęli gorliwie go realizować, zaczynając właśnie od Woli.
Na zdjęciu: ludność cywilna Woli prowadzona ulicą Wolską na miejsce egzekucji. Budynek po lewej stronie ulicy to Wolska 64, z tylu biała ściana budynku Wolska 58 na rogu z ulicą Płocką.
Brygady potworów
Masakry na polskiej ludności cywilnej dokonywali nie tylko Niemcy, ale także Brygada Szturmowa SS RONA, formacja kolaboracyjna złożona w większości z Rosjan i Białorusinów, oraz dwa bataliony azerbejdżańskie.
Największym okrucieństwem wykazywali się jednak esesmani z brygady dowodzonej przez SS-Oberfuhrera Oskara Dirlewangera - byli to ludzie najgorszego pokroju, niemieccy kryminaliści powyciągani z więzień i obozów koncentracyjnych, którym obiecano ułaskawienie w zamian za wierną służbę.
Na zdjęciu: Esesmani z brygady Dirlewangera maszerujący przez Wolę - najprawdopodobniej początek ul. Chłodnej.
Hitlerowski zbrodniarz
Oddziałami dokonującymi rzezi dowodził SS-Gruppenfuhrer Heinz Reinefarth, który po wybuchu Powstania Warszawskiego otrzymał rozkaz sformowania z jednostek policyjnych oddziału wojskowego mającego pacyfikować polski zryw. 5 sierpnia Reinefarth informował dowództwo, że ma więcej zatrzymanych niż amunicji, aby wszystkich rozstrzelać.
Reinefarth nigdy nie odpowiedział za popełnione zbrodnie. Choć został na krótko aresztowany, sąd w Hamburgu oczyścił go z zarzutów z powodu braku dowodów. Nigdy nie zgodzono się na jego ekstradycję. Po wojnie był nawet burmistrzem miasteczka, w którym mieszkał. Zmarł w 1979 w swojej rezydencji.
Na zdjęciu Heinz Reinefarth (po środku z Krzyżem Rycerskim) podczas walk na Woli. Dowodził z autobusu sztabowego, ustawionego przy skrzyżowaniu ul. Syreny i Wolskiej. Drugi z lewej to przypuszczalnie informator, który przedostał się z terenów powstańczych i wskazuje na mapie polskie pozycje.
Nie oszczędzali nikogo
Hitlerowcy mordowali każdego schwytanego Polaka bez względu na wiek i płeć - dzieci i starców, kobiety i mężczyzn. Przez pierwsze godziny czynili to chaotycznie i bezładnie - wpadali do domów i na podwórka, rozstrzeliwali wprost na ulicy. Do tego gwałcili, grabili i podpalali wszystko wokół.
Na zdjęciu: okupanci przeszukują zatrzymanych Polaków.
Nieludzkie okrucieństwo
Niemieccy żołnierze i ich sojusznicy wykazywali się nieludzkim okrucieństwem. Znane są doniesienia o wrzucaniu niemowląt do płonących budynków. W prawosławnym sierocińcu przy ul. Wolskiej 149 esesmani z brygady Dirlewangera zamordowali kilkadziesiąt dzieci, rozbijając im główki kolbami karabinowymi.
Masowe egzekucje
W drugiej połowie dnia rzeź Woli przybrała bardziej zorganizowany charakter. Ludzi spędzano w wybrane rejony - najczęściej większe otwarte przestrzenie jak parki, place fabryczne czy obszerne dziedzińce - a następnie rozstrzeliwano. Świadkowie wspominali, że w miejscach masowych egzekucji stosy martwych ciał miały niekiedy ok. 25-35 metrów długości, 15-20 metrów szerokości i 2 metrów wysokości.
Na zdjęciu: Ludność cywilna Woli w kościele św. Wojciecha przy ulicy Wolskiej w Warszawie który był używany jako obóz przejściowy dla ewakuowanej ludności, a w jego okolice były miejscem wielu egzekucji.
"Uratowałem życie tysiącom kobiet i dzieci, choć to byli Polacy"
Po południu na miejsce przybył SS-Obergruppenfuhrer Erich von dem Bach-Zelewski, który przejął od Reinefartha dowodzenie nad siłami wyznaczonymi do stłumienia powstania. Wieczorem złagodził rozkaz Hitlera, zakazując mordowania kobiet i dzieci. "Uratowałem życie tysiącom kobiet i dzieci, choć to byli Polacy” - zapisał tego dnia w swoim pamiętniku.
Bach-Zelewski nie czynił tego z litości - zdawał sobie sprawę, że rzeź i nieopisane okrucieństwo tylko wzmagają opór Polaków. Ponadto chciał skierować swe siły do walki z oddziałami Armii Krajowej i jak najszybciej stłumić powstanie, więc nie mógł pozwolić na to, by jego żołnierze zajmowali się tylko mordowaniem, gwałtami i grabieżą.
Na zdjęciu: ludność cywilna Woli prowadzona ulicą Wolską. Ciemny dom po lewej stronie ulicy to Wolska 66 na rogu z ulicą Syreny. Biały budynek po prawej to Wolska 67.
Najkrwawsze trzy dni
Zgodnie z poleceniem Bacha, dzieci i kobiety kierowano teraz do obozu przejściowego Dulag 121 w Pruszkowie. Jednak nie wszystkie oddziały od razu zaczęły przestrzegać nowych wytycznych. W dniach 6 i 7 sierpnia masowe egzekucje trwały nadal, tempo eksterminacji zmalało dopiero po 8 sierpnia. Cztery dni później niemiecki dowódca jeszcze bardziej złagodził rozkaz Hitlera poprzez wydanie zakazu mordowania polskich mężczyzn-cywilów.
Na zdjęciu: ludność cywilna w drodze do obozu w Pruszkowie.
Dziesiątki tysięcy martwych ciał
Wkrótce po rozpoczęciu rzezi, ulice woli zasłane były dziesiątkami tysięcy ciał. W obawie przed wybuchem epidemii, Niemcy oszczędzili ok. 100 mężczyzn, tworząc z nich tzw. Verbrennungskommando. Jego zdaniem było zbieranie i palenie zwłok. Po zrealizowaniu tego celu, tylko niewielu uniknęło śmierci z rąk niemieckich żołnierzy.
Ofiary
Liczbę ofiar rzezi Woli trudno jest oszacować. Pewne jest, że w kilka dni wymordowano kilkadziesiąt tysięcy osób - według różnych historyków od 30 do nawet 65 tysięcy. Tylko na placach fabryk "Ursus" i Pfeiffera rozstrzelano ponad 10 tysięcy Polaków.
Żaden ze sprawców ludobójstwa dokonanego na Woli nie został po wojnie pociągnięty do odpowiedzialności karnej.
Na zdjęciu: Pomnik przy ul. Leszno upamiętniający ofiary rzezi Woli