Rzeczywiście musiałam to zrobić, bo w sposób niepohamowany wydawał z niej pieniądze - przyznała gazecie Waniek. Karta służy do tego, by członek Rady mógł zapłacić za hotel w czasie podróży służbowej, za obiad, jeśli ma jakieś ważne spotkanie, np. z nadawcami. Chodzi o to, by członkowie Rady nie znaleźli się w takiej sytuacji, że ktoś za nich płaci. Nie wolno jednak szastać pieniędzmi - tłumaczyła szefowa KRRiTV. Jak się dowiedzieliśmy, miesięczny limit wydatków z karty służbowej członka Rady wynosi 400 zł, czyli rocznie 4,8 tys. Jaworski natomiast w pół roku wydał 6,9 tys. zł - informuje "Trybuna".
Rzeczywiście przekroczył roczny limit. Dlatego nie miałam wyjścia. Zwróciłam się do niego na piśmie, by nie dokonywał jakichkolwiek płatności służbową kartą do końca tego roku - wyjaśniła gazecie Waniek. Wydaje mi się, że tak powinnam postąpić, zwłaszcza że zauważyłam wyraźne dysproporcje w sięganiu po kartę. Np. Aleksander Łuczak, wiceszef Rady, w ciągu trzech lat wydał zaledwie 200 zł, posługując się służbową kartą - podkreśliła.
Według "Trybuny", Lech Jaworski zaprzecza, jakoby zablokowano mu kartę. Ale prawdą jest, że wyczerpałem po kilku miesiącach limit całego roku i umówiłem się z przewodniczącą, że nie będę korzystał z tej karty - powiedział dziennikowi. Według niego, dla Jaworskiego, jak stwierdził, 400 zł nie jest jakąś wielką kwotą. Przecież nie zaproszę kogoś, z kim mam się spotkać, do baru mlecznego. A unikam sytuacji, w której pozwalałbym płacić za siebie. Wydałem te pieniądze na spotkania służbowe. Nie pamiętam dokładnie, ile - przyznał. Podkreślił, że to on sam zobowiązał się do ograniczenia wydatków po tym, jak na przekroczenie limitu zwróciła mu uwagę szefowa Rady - powiedział. (PAP)
Więcej: * Trybuna - Rozrzutny członek*