Rozliczenie Obamy
Z jakich obietnic prezydent się wywiązał, a z jakich nie
Jak zmienił świat? - rozliczenie Obamy
20 stycznia mija rocznica zaprzysiężenia Baracka Obamy na prezydenta USA. Jest ona o tyle szczególna, że wypada w roku wyborczym. Jesienią Ameryka znów postawi na Obamę lub wybierze nowego przywódcę. Co przed czterema laty obiecywał w kampanii wyborczej senator z Illinois, a co w ciągu swoich rządów udało się dokonać 44. prezydentowi? Oto rozliczenie Obamy.
Przejął on stery władzy, gdy USA nie tylko ogarniał potęgujący kryzys gospodarczy, ale były też uwikłane w dwie wojny - w Iraku i Afganistanie - a światowego żandarma wolności oskarżano o tortury i łamanie praw człowieka. Nowy prezydent miał przynieść zmianę ("Change" było głównym hasłem jego kampanii). Czy tak się stało?
Jego wybór na szefa państwa świętowano nie tylko w USA, ale poza ich granicami. Wykształcony, czarnoskóry demokrata, którego drugie imię brzmiało Hussein i który podkreślał równość wszystkich obywateli budził nadzieje wielu grup etnicznych, religijnych, a nawet mniejszości seksualnych. W 2009 roku przyznano mu nawet Pokojową Nagrodę Nobla.
Przestawiamy 10 problemów ze sfery obronności, bezpieczeństwa i nie tylko, w którym Ameryka miała istotny głos - jakie obietnice Obamie udało się spełnić, jakie nie i co zostało przemilczane...
(wp.pl / mp)
Irak - wycofanie wojsk
Jedną z obietnic wyborczych Baracka Obamy w 2008 roku było wycofanie amerykańskich wojsk z Iraku. Słowa dotrzymał 18 grudnia 2011 roku - wówczas ostatni żołnierze USA przekroczyli granicę z Kuwejtem. Organizacja Iraq Body Count obliczyła, że w ciągu dziewięciu lat walk zginęło 114 tysięcy ludzi. A inwazja i okupacja Iraku kosztowała Amerykanów 800 mld dol.
Choć nad Tygrysem i Eufratem oficjalnie nie toczy się już wojna, nie ma też pokoju. Konflikty etniczne i religijne prowadzą do kolejnych krwawych zamachów.
Portal PolitiFact.com - który monitoruje obietnice Białego Domu i kongresmanów, a nawet przyznaje tytuł "Kłamstwa roku" za wypowiedzi polityków - podkreśla, że odbębnienie sukcesu wyjścia z Iraku przez administrację Obamy jest nieco na wyrost. Jeszcze za rządów George W. Busha termin wycofania określono na "nie później niż do 31 grudnia 2011 roku".
Czytaj więcej: Amerykanie wracają do domu - znów zapanuje terror?
Af-Pak - dekada wojny
Amerykanie już od ponad dekady żyją wojną w Afganistanie. Inwazję rozpoczęto po atakach 11 września 2001 roku - boleśnie dotknięte mocarstwo musiało znaleźć winnego. W miarę upływu czasu (i rosnącej liczby ofiar) inwazja traciła poparcie Amerykanów. Za kadencji Obamy stało się jednak coś, co sprawiło, że nowojorczycy tańczyli na ulicach - w maju 2011 roku zabito Osamę bin Ladena.
Lider Al-Kaidy ukrywał się w sąsiednim Pakistanie. Tajna akcja komandosów USA przeciwko niemu zachwiała jednak stosunkami między Waszyngtonem i Islamabadem.
Miesiąc po śmierci bin Ladena Obama ogłosił stopniowe wycofanie spod Hindukuszu, gdzie największym problemem jest nadal bezpieczeństwo. Z końcem 2014 roku rodzime siły zbrojne mają przejąć odpowiedzialność za obronność kraju.
Czytaj więcej: Rząd USA kłamie? Jak naprawdę zginął bin Laden?
Guantanamo - więzienie o złej sławie
Mówiłem wielokrotnie, że zamierzam zamknąć Guantanamo i będę się tego trzymać. Mówiłem wielokrotnie, że Ameryka nie stosuje tortur i zamierzam dopilnować, byśmy nie stosowali tortur - zapewniał Barack Obama, wówczas prezydent elekt, w programie "60 minutes" CBS w 2008 roku.
Pod koniec 2011 roku w Guantanamo na Kubie przebywało 171 więźniów z 20 krajów - według danych Pentagonu. Mimo obietnic, więzienie nie zostało zamknięte. Kongres sprzeciwił się stworzeniu zastępczych placówek na terenie USA.
Zmalała jednak liczba osadzonych w Guantanamo (część przetransportowano do sojuszniczych krajów). Poprawiły się także warunki w bazie, okrytej za prezydentury Busha złą sławą przez stosowanie brutalnych metod przesłuchań, m.in. waterboarding czy pozbawiania snu.
Czytaj więcej: USA mają się czego wstydzić - "to zdrada wartości"
Arabska Wiosna - niespodziewane wyzwanie
Ocena prezydentury Obamy powinna zawierać nie tylko rozliczenie z przedwyborczych obietnic, ale i reakcje na niespodziewane wyzwania. Jednym z nich była Arabska Wiosna - rewolucje, które zmiotły ze stołków prezydentów Tunezji i Egiptu, a w Libii doprowadziły do wojny domowej. Po stronie rebeliantów opowiedziała się zachodnia koalicja, m.in. USA, Francji i Wielkiej Brytanii, która 19 marca ub. r. rozpoczęła operację "Świt Odysei".
Po siedmiu miesiącach walk zginął Muammar Kadafi, co zakończyło rebelię. - Naturalnie, nikomu nie życzy się takiego końca, ale niech to będzie jasne przesłanie dla wszystkich dyktatorów na kuli ziemskiej - powiedział wówczas Obama w telewizji NBC. Jednocześnie Izba Reprezentantów zganiła prezydenta za wysłanie sił USA do Libii bez zgody Kongresu.
Ale Arabska Wiosna jeszcze się nie zakończyła, nadal trwa w Syrii.
Na zdjęciu: Niszczyciel USS Barry w pierwszej fazie operacji "Świt Odysei".
USA - "Don't ask, don't tell"
Jeszcze jako senator Obama skierował list otwarty do społeczności amerykańskich gejów i lesbijek, podkreślając równość obywateli. Po wyborze na prezydenta homoseksualni wojskowi liczyli więc na jego poparcie w walce z zasadą "Don’t ask, don’t tell" ("Nie pytaj, nie mów"), która zabraniała pytania o orientację seksualną żołnierzy i zdradzania się z nią w armii. I nie przeliczyli się.
Zasada okazał się sprzeczna z konstytucją USA, a prezydent obiecał pomóc w walce o legalizację służby jawnych homoseksualistów. Pod koniec grudnia 2010 roku Obama podpisał ustawę znoszącą politykę "Don’t ask, don’t tell". Prawo weszło w życie w sierpniu następnego roku, a geje i lesbijki w mundurach amerykańskiego wojska przestali się obawiać, że zostaną wydaleni ze służby.
Czytaj również: Armia USA otwiera ramiona na gejów i lesbijki.
Palestyna - walka o niepodległość
Na dzień przed objęciem urzędu przez Obamę, Izrael zakończył operację "Płynny ołów" w Strefie Gazy. Prezydent elekt mógł więc unikać tematu walk aż do swojej inauguracji. Po 20 stycznia 2009 roku to Obama stał się jednak twarzą decyzji Waszyngtonu wobec Bliskiego Wschodu. 44. prezydent USA zdawał sobie z tego sprawę i kilka miesięcy później wygłosił w Kairze przemówienie do świata muzułmańskiego, w którym m.in. skrytykował izraelskie osadnictwo. To dało nadzieję Palestyńczykom. Ale nie na długo, bo już jesienią 2011 roku na Zachodnim Brzegu Jordanu palono zdjęcia Obamy.
Palestyńczyków rozwścieczyły słowa prezydenta, że "droga na skróty" nie przyniesie im pokoju. Tą drogą na skróty miało być wystąpienie państwa palestyńskiego o pełne członkostwo w ONZ. USA zapowiedziały, że zawetują wniosek w Radzie Bezpieczeństwa.
Czytaj więcej: Chcą niepodległej Palestyny - złożyli wniosek do ONZ.
Iran - podejrzany o zbrojenia
Na starcie kadencji Obama mówił o nowym początku w relacjach z Iranem. W marcu 2009 pozdrowił Irańczyków z okazji święta Nowruz, nowego roku. Biały Dom jednak szybko wystawiono na próbę. W czerwcu tego samego roku w Iranie doszło do masowych protestów opozycji, która twierdziła, że wybory prezydenckie sfałszowano. Obama pozostał powściągliwy, wyrażając jedynie "głębokie zaniepokojenie" ofiarami.
Sytuacja zmieniła się pod koniec 2011 roku, po opublikowaniu przez MAEA raportu, wedle którego Iran dążył do posiadania broni atomowej. Waszyngton w odpowiedzi na dokument przygotował projekt zaostrzenia sankcji. Teheran zagroził z kolei zamknięciem cieśniny Ormuz - strategicznej dla transportu ropy naftowej. W cieśninie przeprowadzono manewry, grożąc okrętom USA, by nie wracały do Zatoki Perskiej.
Na zdjęciu: irański ośrodek nuklearny w pobliżu Kum, zdjęcie z 2009 roku.
USA i Rosja - układ START
W kwietniu 2010 roku prezydenci USA i Rosji podpisali układ o ograniczeniu strategicznych zbrojeń nuklearnych START. - To kamień milowy dla bezpieczeństwa nuklearnego oraz stosunków amerykańsko-rosyjskich - mówił wówczas Obama. Porozumienie weszło w życie w następnym roku.
Oba kraje zobowiązały się, że w ciągu siedmiu lat zredukują swoje arsenały głowic nuklearnych gotowych do użycia do 1550. Liczba ta jest jednak znacznie mniejsza niż przewidywał poprzedni układ START. Zmniejszona do 700 ma również zostać ilość środków przenoszenia głowic - bombowców, rakiet międzykontynentalnych i okrętów podwodnych. Pod koniec 2011 roku Amerykanie nadal przekraczali to założenie.
Niedawno Moskwa zagroziła również, że wyjdzie z układu, jeśli Waszyngton będzie dążył do zbudowania tarczy antyrakietowej w Europie.
Czytaj również: Ta broń uratowała świat przed zagładą.
Europa - tarcza antyrakietowa
Najpierw były długie negocjacje, potem, w sierpniu 2008 roku uroczyste podpisanie porozumienia z USA w sprawie tarczy antyrakietowej. W Polsce miała powstać baza z pociskami przechwytującymi, a w Czechach kolejny element - radar. Zamiast z tarczą Warszawa wyszła jednak na tych planach jak na tarczy. Administracja nowego prezydenta wycofała się z budowy takiego systemu antybalistycznego. Amerykanie popełnili przy tym dyplomatyczne faux pas, informując premiera Czech o zmianie planów... telefonem tuż po północy. W Polsce ponoć nikt nie odebrał i nasz szef rządu dowiedział się o wszystkim rano, 17 września, w rocznicę inwazji ZSRR na Polskę.
Poza tarczo-sceptykami w kraju, zapewne ucieszyła się taką wiadomością Rosja, choć nie na długo. Ostatecznie Waszyngton powrócił do tematu tarczy - nowa koncepcja zakłada m.in. powstanie bazy antyrakiet SM-3 w Polsce. Waszyngton przekona do niej Moskwę?
Czytaj więcej: Kongresmeni USA w Polsce - wraca temat budowy tarczy.
Meksyk - sąsiad z problemami
Rozliczać prezydenta można z obietnic, ale i z tego, co przemilczano. Według magazynu "Foreign Policy" prawdopodobnie najważniejszym globalnym problemem, o którym Obama nie mówi, a powinien jest Meksyk. Białemu Domowi trudno jednak ucinać temat sytuacji swojego sąsiada, u którego wojna narkotykowa pochłonęła w ciągu kliku lat 35 tys. ofiar. Tym bardziej, że gros narkotyków z Meksyku trafia właśnie na rynek w USA i jak dodaje "FP" - 90% broni w tym konflikcie pochodzi zza północnej granicy.
Do tej pory Obama skupił się na wzmocnieniu granicy między krajami, pomocy militarnej dla władz Meksyku i ograniczeniu przepływu broni - wylicza magazyn. Temat Meksyku będzie jednak zapewne unikany przez Obamę w nadchodzącej kampanii z jeszcze jednego powodu: imigracji.
(wp.pl / mp)