To jednak nie był koniec kłopotów z wężem-wędrowniczkiem. Pyton trafił w worku do siedziby Malezyjskiego Towarzystwa Ochrony Natury, ale w nocy z niego uciekł i schronił się w bibliotece. Trzeba było znowu wzywać ekipę Longa, a ta ponownie okazała się skuteczna.
Tam razem pięciometrowym wężem zajęli się już obrońcy środowiska: jak pisze malezyjska prasa, wywieźli go szybko w "odpowiednie miejsce".