Przewrót majowy
87 lat temu Józef Piłsudski wraz z wiernymi mu oddziałami wojska ruszył na Warszawę
Wojska ruszyły na Warszawę, to był zamach - zdjęcia
"Staję do walki, jak i poprzednio, z głównym złem państwa, panowaniem rozwydrzonych partii i stronnictw nad Polską, zapominaniem o imponderabiliach, a pamiętaniem tylko o groszu i korzyściach" - powiedział marszałek Józef Piłsudski 11 maja 1926 roku w wywiadzie dla "Kuriera Porannego". Dzień później na czele zgromadzonych w Rembertowie oddziałów wojskowych wyruszył na Warszawę. Tak 87 lat temu rozpoczęły się dramatyczne wydarzenia, które przeszły do polskiej historii pod nazwą przewrotu majowego.
Akcja Piłsudskiego - pomyślana jako zbrojna demonstracja - przekształciła się w bratobójcze, zacięte walki, w których zginęło 379 osób, a ponad 900 zostało rannych. Zwycięstwo obozu piłsudczykowskiego było końcem parlamentaryzmu II Rzeczypospolitej i zapoczątkowało autorytarne rządy sanacji, którym kres położył wybuch II wojny światowej.
Na zdjęciu: Józef Piłsudski na moście Poniatowskiego w Warszawie, tuż przed spotkaniem z prezydentem Stanisławem Wojciechowskim. Fiasko negocjacji przyniosło wybuch walk pomiędzy zamachowcami a wojskami wiernymi rządowi.
(tbe)
Polska pogrążona w kryzysie
Piłsudski formalnie wycofał się z życia publicznego w 1923 roku po zaprzysiężeniu rządu Wincentego Witosa. Marszałek oświadczył, że nie będzie w stanie bronić rządu opartego na sojuszu PSL "Piast" z Narodową Demokracją i zdecydował się na odejście. Zamieszkał w Sulejówku, skąd - z dystansu - przypatrywał się polskiemu życiu politycznemu.
Przez kolejne lata Polska pogrążała się w kolejnych kryzysach gabinetowych, parlament był skłócony, a sytuacja gospodarcza i społeczna była coraz gorsza. Czarę goryczy Piłsudskiego i jego zwolenników przelało powołanie 10 maja kolejnego, trzeciego już rządu Wincentego Witosa, który z powodu pogłębiającego się kryzysu ekonomicznego nie cieszył się poparciem społeczeństwa. Co innego Marszałek - od trzech lat trzymający się z dala od polityki, widziany był przez ogromną rzeszę Polaków jako zbawca kraju.
Na zdjęciu: barykada na rogu ul. Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich.
_Ten materiał został opublikowany w portalu WP.PL w ramach misji Narodowego Archiwum Cyfrowego, obejmującej gromadzenie, digitalizację i udostępnianie online materiałów cyfrowych w postaci zdjęć, nagrań dźwiękowych oraz filmów. Zbiory NAC liczące 15 milionów fotografii, 30 tysięcy nagrań i 10 tysięcy filmów w formie cyfrowej są dostępne w Internecie w serwisie www.audiovis.nac.gov.pl. Dostępne online są także historyczne dokumenty z polskich archiwów i instytucji kultury opracowane w ramach Zintegrowanego Systemu Informacji Archiwalnej ZoSIA poprzez serwis www.szukajwarchiwach.pl._
Marsz na Warszawę
10 maja na poligonie w Rembertowie, pod pretekstem ćwiczeń zgromadzone zostały oddziały wierne Piłsudskiemu. Rząd nakazał powrót do koszar. Wojsko odmówiło. W nocy gen. Lucjan Żeligowski przekazał dowództwo Marszałkowi. Rano 12 maja Piłsudski pojechał do Belwederu, by żądać ustąpienia gabinetu Witosa. Niestety, nie miał z kim rozmawiać. Prezydent, mimo informacji o sytuacji w stolicy, zdecydował się na wyjazd do Spały. Około godz. 11.00 Piłsudski wrócił do Rembertowa. Wydał rozkaz, aby gen. Gustaw Orlicz-Dreszer obsadził stołeczne mosty. Przed godz. 14.00 wojsko wyruszyło z Rembertowa.
W tym czasie prezydent powrócił do Warszawy. Ogłosił odezwę, że warunkiem dochowania przysięgi żołnierskiej jest wierność legalnemu rządowi. O szesnastej na moście Poniatowskiego doszło do spotkania Marszałka i prezydenta Wojciechowskiego. Rozmowa nie przyniosła rozwiązania. Akcja Piłsudskiego - pomyślana jako zbrojna demonstracja - przekształciła się w bratobójcze, zacięte walki. Wojsko stanęło naprzeciwko siebie po obu stronach Wisły. Tego dnia oddziały Piłsudskiego liczące wówczas około 2 tys. ludzi zajęły Pragę. Na ulicach demonstrowali zwolennicy Marszałka.
Na zdjęciu: posterunek wojskowy przy wjeździe na Most Kierbedzia od strony Pragi. Na pierwszym planie widoczni również policjanci strzegący wjazdu na most.
Pierwsze strzały
Strzały padły około godz. 18.00. Na Placu Zamkowym stanęli przeciw sobie żołnierze 36 pułku piechoty Legii Akademickiej i wierny rządowi 30 pułk piechoty. Zwolennicy Piłsudskiego zajęli Komendę Miasta i budynki Sztabu Generalnego. Premier Witos wycofał się z gmachu Rady Ministrów do Belwederu.
W nocy z 12 na 13 maja Piłsudski spotkał się z dziennikarzami i oświadczył im, "że będąc przeciwnikiem gwałtu, musi jednak przeciwstawić się nieprawościom, jakie mogą być zgubne dla państwa". W tym czasie oddziały wierne rządowi zajmowały ulice od mostu Poniatowskiego, Alei 3 Maja do gmachu Ministerstwa Spraw Wojskowych przy Nowowiejskiej 4. Pozostała cześć miasta była w rękach Marszałka.
Na zdjęciu: stanowisko artylerii na ulicy Mokotowskiej. Widoczna armata polowa 75 mm wz. 1897 Schneider oraz przyglądający się stanowisku tłumy ludzi.
Walki o Belweder
Po północy marszałek Sejmu Maciej Rataj udał się na rozmowy do Belwederu. Nie osiągnięto porozumienia. Około trzeciej ponownie rozpoczęła się walka. Wojska rządowe cofały się w kierunku Belwederu. Prezydent i rząd przenieśli się do Wilanowa. W walkach o Belweder uczestniczyła pół bateria 36 pułku piechoty. Zajmowała stanowisko niedaleko Parku Paderewskiego.
"Obserwując przez lornetkę spostrzegłem, że pociski pękały znacznie bliżej, ponad drzewami Parku Łazienkowskiego. Zwróciłem porucznikowi uwagę, że pociski nie sięgają celu. Na to zameldował mi z troską w głosie: tak, ale szkoda, mógłbym trafić i uszkodzić pałac Belwederski. Po chwili usłyszałem komendę nakazującą wydłużenie ognia. Rozumiałem uczucia i bieg myśli artylerzysty" - wspominał dowódca 36 pp gen. bryg. Kazimierz Sawicki.
Na zdjęciu: żołnierze na stanowisku podczas obrony Belwederu. Widoczny ręczny karabin maszynowy Chauchat wz.1915.
Zwycięstwo piłsudczyków
Dla powodzenia zamachu stanu Piłsudskiego decydujący był 13 maja. Oddziały wierne Marszałkowi zostały wzmocnione przez posiłki wojskowe z garnizonów na wschód od Wisły. Równocześnie posiłki wojskowe z Poznańskiego, jadące z pomocą dla rządu Witosa zostały zatrzymane przed Warszawą przez - organizowany przez PPS - strajk kolejarzy.
14 maja nastąpiło w Warszawie generalne natarcie sił Piłsudskiego. Premier Witos złożył na ręce prezydenta dymisję rządu. Zarazem prezydent Stanisław Wojciechowski zrezygnował z urzędu i przekazał swoje funkcje marszałkowi Sejmu Maciejowi Ratajowi. Nastąpiło zawieszenie broni. Wieczorem powołano rząd pod przewodnictwem Kazimiera Bartla.
Piłsudski, mimo wyboru na urząd prezydenta, stanowiska nie przyjął. Motywował to nikłymi kompetencjami politycznymi wyznaczonymi głowie państwa przez konstytucję marcową z 1921 roku. Urząd prezydenta RP objął bliski Marszałkowi Ignacy Mościcki.
Na zdjęciu: posterunek wojskowy na rogu ulic Marszałkowskiej i Nowogrodzkiej. Na drugim planie widoczny tłum ludzi.
Polak przeciwko Polakowi
Po stronie Józefa Piłsudskiego walczyło 12 tys. żołnierzy. Rząd wspierało 8 tys. W czasie kilkudniowych walk zginęło 379 osób, w tym 215 żołnierzy. Rannych było około 900 osób - przede wszystkim gapiów. "W jedną ziemię wsiąkła krew nasza, w ziemię jednakowo umiłowaną. Wspomnienie o tych walkach, któreśmy ze sobą stoczyli, nie dzielić, lecz łączyć nas wtedy ze sobą będzie, jak wspomnienie sprzeczki między kochającymi się wzajemnie braćmi" - pisał 16 maja 1926 r. Józef Piłsudski w pamiętnym rozkazie dziennym dla wojska.
Na zdjęciu: uszkodzona ściana kamienicy przy Alejach Ujazdowskich 9. Widoczne ślady po ostrzale z karabinu maszynowego.
Sanacja
Zamach majowy utorował drogę do autorytarnej władzy ugrupowaniu politycznemu zwanemu potocznie sanacją (od głoszonego przez Piłsudskiego hasła "sanacji moralnej" życia publicznego). Ewolucja instytucji państwa prowadziła odtąd konsekwentnie w kierunku wzmocnienia władzy wykonawczej - prezydenta i rządu kosztem uprawnień organów ustawodawczych - Sejmu i Senatu. Prezydentowi przyznano specjalne uprawnienia w zakresie władzy ustawodawczej. Kulminację zmian politycznych w Polsce, zapoczątkowanych zamachem majowym 1926 r., stanowiła konstytucja kwietniowa z 1935 r.
Na zdjęciu: szwoleżerowie podczas strzelania z karabinów w okopach na jednej z ulic Warszawy.
Przewrót majowy a Związek Sowiecki
Mariusz Wołos w opublikowanej ostatnio książce "O Piłsudskim, Dmowskim i zamachu majowym. Dyplomacja sowiecka wobec Polski w okresie kryzysu politycznego 1925-1926" pisze, że Sowieci nie wierzyli w możliwość zamachu stanu. Dyplomaci radzieccy teoretyzowali, że gdyby jednak doszło do przewrotu, można by go wykorzystać w celu zrewoltowania robotników i chłopów, co miałoby prowadzić do zdobycia władzy przez komunistów. Jednak podczas zamachu majowego "partia komunistyczna mocno się skompromitowała. Jej pozycja poparcia dla Piłsudskiego jest widoczna w masach jeszcze do tej pory" - zauważał radziecki dyplomata.
Moskwa przyczyny wystąpienia Piłsudskiego widziała "wyłącznie w problemach gospodarczych, postrzeganych jako 'zmaganie się klas społecznych' () Sowieccy analitycy prawie wcale wzięli pod uwagę przyczyn politycznych z niestabilnym systemem parlamentarnym oraz bardzo słabą pozycją władzy wykonawczej".
Na zdjęciu: uszkodzone przez pociski drzewa w Alejach Ujazdowskich.
Lęki Moskwy
Po zamachu majowym - w którym dyplomacja sowiecka bezzasadnie widziała rękę Londynu - wciąż dominowało w Związku Sowieckim przekonanie, że Polska szykuje się do zajęcia sowieckiej Ukrainy i Białorusi i będzie współdziałała z państwami bałtyckimi. Feliks Dzierżyński lękając się tego nakazywał wzmożenie akcji OGPU - policji politycznej - przeciw "polskiej agenturze, petlurowcom, bandytom białogwardyjskim, wpływom księży, zbiegom".
Wracano do koncepcji silniejszego związania gospodarczego Polski z ZSRR. "Dałoby to klucz do stopniowego zawładnięcia Polską" - uważano, nadal nie widząc bardzo ograniczonych możliwości Związku Sowieckiego w tym względzie.
Na zdjęciu: widok ogólny mogiły zbiorowej ofiar przewrotu majowego.