Sejm od dawna trzęsie się od plotek o tym, że polskim politykom już do końca przewróciło się w głowach i używają armii 55 sejmowych aut niemal do wszystkiego. Ale nikt nigdy nie odważył się powiedzieć tego głośno. A sejmowi kierowcy nawet nie próbują już protestować, kiedy każe im się jeździć po zakupy czy na pocztę - informuje "Fakt".
Posłowie lubią być wożeni do znajomych - to taki szpan pojechać do cioci na grilla limuzyną z szoferem. Niemal oczywiste jest też wysyłanie asystentów sejmowymi autami po to, by pozałatwiali jakieś sprawy. Tyle że asystent nie ma prawa jeździć takim samochodem - podkreśla anonimowy informator dziennika. W zeszłym roku jeden z kierowców opowiadał mi, jak asystent skarbnika dużej partii pojechał sejmowym autem na wakacje na drugi koniec Polski. Posłowie lubią też wysyłać kierowców po zakupy. Absolutna czołówkę pod tym względem stanowią ludzie z partii Leppera. Kierowcy bez żenady przyznają, że podczas libacji Samoobrony musza jeździć do sklepu po wódkę. To absurd! Czas z tym wreszcie skończyć - apeluje rozmówca "Faktu".