Jest tajemnicą poliszynela, że wielu wykładowców państwowych uczelni, zwłaszcza z tytułami profesorskimi, prowadzi zajęcia w prywatnych szkołach wyższych. Gros kadry naukowej niektórych takich szkół stanowią etatowi pracownicy m.in. UŁ. Łódzcy naukowcy dojeżdżają na zajęcia nawet do Nowego Sącza.
Według nieoficjalnych informacji, rekordziści pracują dodatkowo w ośmiu prywatnych uczelniach - pisze gazeta.
Źródło artykułu: 