33-letni Volkert van der Graaf w listopadzie 2002 r. przyznał się, że z premedytacją zabił Pima Fortuyna. Czyn ten uzasadnił pragnieniem wzięcia w obronę "najsłabszych grup społecznych".
Fortuyn, charyzmatyczny przywódca populistyczny, został zabity pięcioma kulami wystrzelonymi z niewielkiej odległości, kiedy wychodził ze studia radiowego w Hilversum 6 kwietnia 2002, na dziesięć dni przed wyborami parlamentarnymi. W wyborach tych jego partia spodziewała się doskonałego wyniku. Emocje po śmierci Fortuyna dodatkowo przyczyniły się do sukcesu wyborczego jego ugrupowania.(ck)