Powódź spowodowała dramat
Klęska żywiołowa z 1993 roku
Pijany mężczyzna spowodował powódź. Dostał dożywocie
1993 rok przyniósł historyczną klęskę żywiołową w dorzeczu Mississippi, w środkowo-zachodnich Stanach Zjednoczonych. Wielka powódź nawiedziła ten obszar w okresie od kwietnia do października. Zalane zostały ogromne tereny - wielka woda stała na obszarze o długości 1200 i szerokości 700 kilometrów. Straty zostały oszacowane na 15 miliardów dolarów, czyli około 50 miliardów złotych.
Była to najgorsza powódź w Stanach Zjednoczonych od 66 lat, a w wielu aspektach najgorsza w historii kraju i jedna z najbardziej brzemiennych w skutkach w historii kuli ziemskiej. Co najgorsze, rzeczonemu obszarowi stale grozi wielkie niebezpieczeństwo.
Niestety, do katastrofy przyczyniła się także ludzka głupota. Drobny przestępca i entuzjasta trunków wyskokowych James Scott naruszył barierę, bardzo zwiększając zasięg powodzi.
Tymczasem 22 lipca pękła złożona z wałów tama w pobliżu Kaskaskii w Illinois. Wówczas było już wiadomo, że wymiar katastrofy będzie ogromny.
(rt)
Masz ciekawe fotografie?
Byłeś świadkiem lub uczestnikiem ważnego zdarzenia? Poinformuj Internautów o tym, co dzieje się w Polsce, na świecie, w Twojej okolicy!
Zobacz więcej w serwisie pogoda.
Wyjątkowy splot niekorzystnych okoliczności
Jeszcze na początku 1993 roku wydawało się, że Amerykanie mieszkający w dorzeczu Mississippi mogą czuć się bezpieczni, przede wszystkim ze względu na inwestycję w wały przeciwpowodziowe, które powstały po poprzedniej wielkiej powodzi - z 1951 roku. Jednakże już jesienią 1992 roku poziom wody w rzece wyraźnie się podniósł ze względu na intensywne opady deszczu. Pech chciał, że zima przyniosła intensywne opady śniegu, który po odwilży spływał po wciąż zmrożonej ziemi z okolicznych terenów prosto do Mississippi. Deszczowa była także wiosna, w przeciwieństwie do stanów południowych, gdzie panowały upały i susze.
Zobacz więcej w serwisie pogoda.
Fatalny rozwój wypadków
Wody nazbierało się mnóstwo i już w kwietniu pojawiły się pierwsze wylewy. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Natura przyniosła dorzeczu Mississippi szokujące w intensywności opady od czerwca do sierpnia - w zależności od miejsca od 400 do 750 proc. normy wieloletniej. Zareagować musiał rząd Stanów Zjednoczonych - wysłane zostały samoloty i helikoptery, które regularnie dostarczały żywność ludziom uwięzionym w zalanych domach. Okazało się także, że wały okazały się nieskuteczne, w dodatku ich konstrukcja kierowała gigantyczne hektolitry wody na miasto St. Louis i jego okolice. W tym miejscu woda przekroczyła stan uznawany za powodziowy o 6 metrów.
Zobacz więcej w serwisie pogoda.
23-letni szkodnik
Poważną rolę w tragedii odegrał 23-letni wówczas przestępca, James Scott, miłośnik mocnych trunków z kilkoma wyrokami za mniejsze przestępstwa. Młody mężczyzna wyjmował worki składające się na wał powodziowy z najniższej warstwy i kładł je wyżej, był wówczas pijany. Został skazany na dożywocie za umyślne spowodowanie klęski żywiołowej, choć do dziś twierdzi, że chciał tylko naprawić wał, a oskarżony został z powodu swojej złej reputacji. Został skazany na dożywocie. Szanse na warunkowe zwolnienie będzie miał dopiero w 2023 roku. Głupota Scotta prawdopodobnie sprowadziła powódź na mniej zagrożone przed jego występkiem tereny w Illinois.
Zobacz więcej w serwisie pogoda.
Tragedia z 22 lipca
Do tragedii doszło 22 lipca. Wówczas pękły wały w okolicach Kaskaskii w Illinois, powodując konieczność ewakuacji całego miasta. Ostatecznie powódź zakończyła się w sierpniu 1993 roku, kiedy życie zaczęło wracać do normy, a woda opadać. Wiele miejscowości na dorzeczu Mississippi było zalanych przez prawie 200 dni, a w okolicach Missouri przez około 100. Poniżej poziomu powodziowego woda opadła dopiero w październiku. Pojawił się jednak kolejny problem - usuwać z miast i wsi trzeba było ogromne pokłady piachu i błota.
Zobacz więcej w serwisie pogoda.
Obraz katastrofy
Bilans powodzi był katastrofalny. Prawdopodobnie samo zjawisko naturalne było najsilniejsze w historii, ale ze względu na system wałów i zabezpieczeń skutki były nieco mniej ekstremalne niż w 1927 roku. Oficjalnie zginęły 32 osoby, jednakże mówi się, że liczba ofiar mogła sięgnąć nawet 50. Niestety, ów obszar jest szczególnie zagrożony powodziami ze względu na liczne dopływy rzeki Mississippi, przez co groźne są dla okolicznych mieszkańców nawet deszcze padające kilkaset kilometrów dalej. Wielka woda po raz kolejny dała o sobie znać w 2011 roku, choć była to powódź o znacznie mniejszej skali niż w opisywanym przypadku.
(rt)
Zobacz więcej w serwisie pogoda.