Porywaczowi grozi do 10 lat więzienia - poinformował podczas konferencji prasowej rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, Ryszard Zaremba. Dodał, że w akcji brało udział wielu policjantów z Jeleniej Góry i Wrocławia oraz psy tropiące. Na drogach ustawiono blokady. O zachowanie czujności poproszono również straż graniczną - istniały podejrzenia, że porywacz zechce wywieźć kobietę do Niemiec.
Do porwania doszło we wtorek między 5 a 6 rano. O przestępstwie policja wiedziała już godzinę później, wytypowała też potencjalnego sprawcę. Szybka akcja była możliwa dzięki zachowaniu przez porwaną zimnej krwi. 20-latka w niecałe pół godziny od porwania wysłała sms-a do swojego chłopaka. Ten zaś natychmiast zawiadomił policję - wyjaśnił policjant. W sumie kobieta była przetrzymywana przez blisko 6-7 godzin.
Porywacz miał plan, ale - jak stwierdził Zaremba - mało precyzyjny, nie przewidział także wielu okoliczności. Mężczyzna porwał kobietę z jej własnego domu. Aby się tam dostać wybił szybę w oknie. Porywacz znał sytuację rodzinną, materialną oraz zwyczaje byłego pracodawcy i jego najbliższych - dodał policjant.
Obudzona ze snu kobieta próbowała uciekać przez okno sypialni. Porywacz złapał ją jednak, kazał się ubierać, skuł kajdankami i wrzucił do bagażnika jej własnego samochodu, którym odjechali. Groził przy tym kobiecie bronią, później okazało się, że była to broń gazowa.
Gdy przestępca kazał kobiecie dzwonić do rodziców i żądać okupu za uwolnienie. Nie wiedział, że od kilku godzin poszukuje go policja, a o porwaniu kobiety jej rodzice już wiedzą.
Jego plany pokrzyżował śnieg
Jego plany pokrzyżował ponadto śnieg, który zasypał miejsce w lesie, gdzie chciał przetrzymywać dziewczynę. Wybrał więc inne, w głębi lasu, ale i ono było zasypane, a samochód ugrzązł w zaspach.
Porywacz wyszedł z auta i poprosił o pomoc przechodzących dwóch leśników. W tym czasie dziewczyna zaczęła kopać w klapę bagażnika, a po jej otwarciu uciekła. Powiadomiła też swojego chłopaka o uwolnieniu się. Kobieta podała rysopis sprawcy, opisała ubiór. Twarzy porywacza nie widziała, bo był w kominiarce, ale poznała głos mężczyzny i gesty. Domyślała się, że to ktoś z firmy jej ojca - dodał rzecznik policji.
Po ucieczce kobiety porywacz zbiegł w głąb lasu. Został tam jednak szybko zatrzymany przez policję. Leśnicy byli tak zszokowani całym zajściem, że nie zareagowali. Jedynie stali i patrzyli na to co się dzieje - dodał policjant.