Zdaniem naukowców, w Europie dotąd brakowało uzasadnienia społecznego dla poligamii. - Ale już od lat obserwuje się pewien kierunek zmian. Gwałtownie spada dzietność. I to w krajach, np. we Włoszech, Francji, które dotąd uchodziły za ostoję tradycyjnego modelu rodziny, wielopokoleniowej, z gromadą dzieci - mówi prof. Zbigniew Drozdowicz, filozof i kulturoznawca. - Nie ma, jak jeszcze jakiś czas temu, jednego, wspólnego dla całej Europy modelu rodziny. Taka sytuacja sprzyja związkom poligamicznym.
A stąd już tylko krok do stwierdzenia, że w krajach postępowej Europy wcześniej czy później będzie musiało dojść do legalizacji poligamii. Bo skoro coraz częściej zgadzamy się na związki homo- i biseksualne, to czemu przekreślać poligamię? Szczególnie gdy obie strony są za... - Usunięcie prawnego zakazu bigamii znacznie uzdrowiłoby sytuację, zmniejszyło poziom hipokryzji. Tym bardziej że zdaniem seksuologów, co czwarta żona i co trzeci mąż zdradzają współmałżonków - dodaje dr Bogusław Pawłowski, biolog i antropolog. - Takie rozwiązanie byłoby też dobre dla dzieci, które po rozwodzie rodziców nie byłyby pozbawiane ojca. Miałyby ciocię, czyli drugą żonę tatusia.
Prof. Lechosław Gapik, psycholog i seksuolog, jest zdania, że legalizacja związków poligamicznych w Polsce znalazłaby zwolenników, bo w każdym społeczeństwie znajdą się ludzie szukający w życiu oryginalności. - Jednak Polacy wyrastają w tradycji głęboko ugruntowanej religią chrześcijańską. A ta traktuje małżeństwo wyłącznie jako związek jednej kobiety i jednego mężczyzny. Dyskusja na temat legalizacji poligamii ma więc podobny wydźwięk co dyskusja na temat związków homoseksualnych - mówi. I zaraz dodaje: - Jestem za tym, aby istniał odpowiedni zapis prawny regulujący stałe związki erotyczne niezależnie od płci i liczby osób je tworzących. Ale nie nazywajmy tego zaraz małżeństwem, bo ta nazwa w naszej kulturze jest zarezerwowana dla tradycyjnego związku kobiety i mężczyzny. Raczej chodziłoby tu o uregulowanie alimentacyjne, opiekuńcze, spadkowe itp. A do takiego uregulowania nie ma co podchodzić ze świętym oburzeniem, bo służyłoby tylko lepszemu porządkowaniu relacji międzyludzkich.
Z natury poligamiści
- Dążenie do prawnego uregulowania poligamii nie ma sensu. Ludzie od zawsze się zdradzali i będą zdradzać. Ale to nie jest dostateczny argument za. Poza tym ze skokiem w bok mało kto się już kryje - przekonuje z kolei Zbigniew Liber, ginekolog. - Obecny problem społeczny to raczej monogamia okresowa. Wzorem Hollywood ludzie się pobierają, rozwodzą, znowu pobierają i znowu rozwodzą. I wszystko w zastraszającym tempie. Zarabiają na tym tylko adwokaci. - Polskie społeczeństwo może tolerować skoki w bok i romansy biurowe, ale żeby miało się zgodzić na zalegalizowanie poligamii? Wątpię! - dodaje dr Marek Marcyniak, seksuolog. - Poza tym kogo byłoby na to stać? Owszem, jesteśmy z natury poligamistami i olbrzymim marnotrawstwem z punktu widzenia genetyki jest współżycie mężczyzny z tylko jedną kobietą. Ale nawet gdyby dać Polakom takie prawo, wątpię, czy chcieliby z niego korzystać. Takich wątpliwości nie ma natomiast Bogusław Pawłowski: - Człowiek w swej naturze jest umiarkowanie poligamiczny. Ale jest tu konflikt
płci. Bo mężczyźni w większości chcą mieć więcej partnerek, a kobiety jednego partnera. Nawet jest takie powiedzenie, że mężczyźni chcą jednej rzeczy od wielu kobiet, a kobiety wielu rzeczy od jednego mężczyzny - przekonuje. Jego zdaniem, za poligamią przemawia biologia. Tyle że na biologię zakłada się gorset kultury. Mężczyźni oglądają się za młodszymi partnerkami, podświadomie szukając ewentualnej matki dla swoich przyszłych dzieci. I niczego nie zmienia fakt, że mogą mieć już od lat wspaniałą żonę, którą szczerze kochają. Z punktu widzenia kobiet sprawa wygląda nieco inaczej. U kobiet wiek reprodukcyjny kończy się stosunkowo szybko. I dlatego, pełne obaw, dążą do utrzymania jak najdłużej swojego dotychczasowego związku w nienaruszonej formie. Zwłaszcza że badania socjologiczne na świecie pokazały, że prawdopodobieństwo rozpadu rodziny jest bezpośrednio związane z liczbą posiadanych dzieci. Im ich więcej, tym mniej zdrad. Gdy nie ma dzieci, prawdopodobieństwo zdrady wzrasta do prawie 40%. Jeżeli w rodzinie
jest wiele dzieci, to znaczy, że z biologicznego punktu widzenia rodzina się realizuje. Nowa partnerka nie jest więc potrzebna, ryzyko poligamii spada.
Poligamia, w odróżnieniu od monogamii, oznacza związek małżeński z wieloma osobami. Wśród jej form wyróżniamy poligynię (wielożeństwo) - małżeństwo mężczyzny z kilkoma kobietami oraz poliandrię (wielomęstwo) - małżeństwo kobiety z kilkoma mężczyznami. Ta druga forma była znacznie rzadsza, dlatego potocznie przyjęło się rozumienie poligamii jako wielożeństwa.
Paulina Nowosielska
Całość artykułu w aktualnym numerze "Przeglądu"