Plama na honorze fundacji


Dzieci przebywające w oliwskim domu Fundacji "Rodzina Nadziei" są bite - skarżyła się w redakcji Małgorzata Jasińska, mama 10-letniego Damiana. - Zobaczyłam u syna siniaki. Potem mały zaczął skarżyć się na wychowawców. Nie mogłam jednak niczego udowodnić, dopóki nie zdobyłam tego - i pokazała nam zeszyt.

Obraz

Lekko wymięty brulion formatu A-4. Na pierwszej stronie nazwa - "Zeszyt Raportów". I pieczątka - Dom Rodzinny Fundacji, Rodzina Nadziei". W środku 49 kartek, zapisanych przez czworo wychowawców, opiekujących się 24 dziećmi, mieszkającymi w oliwskiej placówce. W sprawozdaniach czytamy: "Dwukrotnie musiałem wykręcić jej rękę, by doprowadzić ją do porządku", "Przyłożyłem paskiem Rafałowi i się trochę uspokoiło", "Chwytam go za nadgarstek, wykręcam, ląduje na ziemi", "Wtedy dostał klapsa, jak dostał, zaczął krzyczeć, że chce do pogotowia opiekuńczego". Prezes fundacji powiadomiony przez nas w poniedziałek o "raporcie z bicia" zażądał zwrotu brulionu, informując o zgłoszeniu "kradzieży" na policji. Tego samego dnia wieczorem sami przewieźliśmy zeszyt do komisariatu przy ul. Kaprów w Gdańsku. Sprawą zajął się prokurator.

- Dyrektor placówki i jeden z wychowawców zostaną zwolnieni z pracy - zapowiedziała wczoraj wiceprezes fundacji Danuta Walus. - W ubiegłym tygodniu drugi z wychowawców sam zrezygnował. Nie zgadzamy się z tym, co działo się w jednej z naszych placówek.

O Fundacji "Rodzina Nadziei" do tej pory pisaliśmy raczej dobrze. Powstała przed trzynastoma laty. Zrzesza zapaleńców, którzy starają się pomóc dzieciom z rodzin biednych i patologicznych. Pokrzywdzone przez los dzieciaki trafiają do trzech placówek - w Gdańsku, Wejherowie i Liniewku. Dlatego też z dużym niedowierzaniem przyjęliśmy opowieść Małgorzaty Jasińskiej z Gdańska.

- Pomóżcie mi odzyskać dzieci - zdenerwowana kobieta w ubiegłym tygodniu przyszła do redakcji. - Powiedziano mi, że mój młodszy syn Damian trafi do rodziny zastępczej.

Kobieta twierdzi, że źródłem jej problemów jest bieda. Sama wychowuje 14-letnią Kingę i 10-letniego Damiana. - Z niedożywienia dostałam anemii - mówi. - Straciłam pracę i sytuacja stała się beznadziejna. Poczułam, że nie mam siły żyć. Wzięłam dzieci i zaprowadziłam do komisariatu policji. Poinformowałam dyżurnego, że chcę się zabić.

Wiele godzin błądziła po mieście, wreszcie trafiła na Srebrzysko. Niecałe dwa tygodnie leczyła się z depresji. Dzieci zostały przewiezione do pogotowia opiekuńczego. Kinga obecnie przebywa w ośrodku wychowawczym pod Bydgoszczą, Damian od trzech miesięcy mieszka w jednym z domów "Rodziny Nadziei".

- Przychodziłam często do syna - mówi matka. - Podczas kąpieli zauważyłam u dziecka zasinione ramię. Interweniowałam u pani dyrektor. Usłyszałam, że jestem niezrównoważona psychicznie.

W piątek rano prezes Grzegorz Foppke deklaruje, że jak najszybciej wyjaśni sprawę i jeszcze tego samego dnia przyjedzie do redakcji. Towarzyszą mu: Anna Łaszcz, dyrektorka domu przy ul. Grottgera oraz Witold Bruski, który opiekował się Damianem w pogotowiu na Leczkowa.

- Matka buntuje dziecko i bezpodstawnie oskarża wychowawców - twierdzi prezes. Dyrektorka domu zapewnia: - Nie stosujemy takich metod wychowawczych, nie bijemy dzieci! Nie ma mowy nawet o wymierzaniu klapsów! - Znam Damiana i jego matkę - dodaje Witold Bruski. - Nie mogę wiele powiedzieć o postępowaniu wychowawców w placówce, ale uważam, że Damianowi jest tu lepiej niż w domu.

Małgorzata wprawdzie przedstawiła nam zaświadczenie psychiatry, że jedynym jej problemem jest depresja, ale opinia trzech szanowanych osób wydaje się nam bardziej wiarygodna.

W poniedziałek rano do naszych rąk trafia "Zeszyt Raportów" wypełniany przez wychowawców z ul. Grottgera między 13 lutego a 10 czerwca br. - To był nasz wewnętrzny środek komunikacji - wyjaśnia pan Eugeniusz, najstarszy wychowawca z domu przy ul. Grottgera. - Dzięki niemu, przejmując dyżur, dowiadywaliśmy się, czy np. jakieś dziecko nie jest chore.

Raporty pana Eugeniusza są krótkie i nie ma w nich wzmianek o karach cielesnych. Jednak dwóch innych wychowawców, Tomek i Piotr oraz pani dyrektor, piszą o wykręcaniu rąk, praniu paskiem w goły tyłek, przewracaniu na podłogę, "łapaniu za chabety"... Pan Eugeniusz widział raporty. Niestety, nie miał wpływu na postępowanie wychowawców. Informujemy dyrektorkę o tym, że w redakcji znajduje się zeszyt.

- To są trudne dzieci - rozkłada ręce Anna Łaszcz. - W poprawczaku nie mają takich, jak my, problemów. Przyznaję, że dwaj nasi pracownicy są niewydolni wychowawczo, jednak nie miałam wpływu na ich dobór i nie mogłam ich zwolnić. Zresztą, kto chciałby tak ciężko pracować za grosze...

Tego samego dnia przed godziną 18 w redakcji pojawia się wiceprezes fundacji, Danuta Walus. Żąda zwrotu zeszytu, dodając, że fakt kradzieży został już zgłoszony policji. - Nie mieliście prawa tego czytać - oznajmia telefonicznie prezes Foppke. - Zaraz poprosimy policjantów, by odebrali z redakcji raporty.

Po wyjściu pani wiceprezes zawozimy zeszyt do komisariatu przy ul. Kaprów. Wcześniej kserujemy interesujące nas strony. - Prokuratura w ciągu 7 dni podejmie decyzję, co z tym zrobić - poinformowała nas policja. Wczoraj przedstawiciele fundacji zmienili stosunek do dziennikarzy. Mogliśmy porozmawiać z wychowawcą lubianym przez dzieci panem Eugeniuszem.

- Damian jest dobrym dzieckiem - mówi wychowawca. - Ale czasem bywa nadpobudliwy i bardzo wulgarny. Tu zresztą nie ma łatwych dzieci. Ja w takiej sytuacji sadzam go na pufie, czytam mu książkę i czekam, aż się uspokoi. Bez świadków też rozmawialiśmy z dziećmi. - Dziadek Gienek jest "w porzo" - powiedział jeden z chłopców. - Ale pan Piotr robi inaczej. Dwa razy ostrzega, potem bije.

Szefostwo fundacji zapowiada zwolnienie dyrektor Łaszcz oraz pana Piotra. Pan Tomek z powodów rodzinnych sam zrezygnował z pracy w ubiegłym tygodniu.

Justyna Lulkiewicz
Dorota Abramowicz

Wybrane dla Ciebie
Trump zapowiada cła na auta z UE. Komisja Europejska odpowiada
Trump zapowiada cła na auta z UE. Komisja Europejska odpowiada
Trump chce przejąć kontrolę nad Kubą? "W drodze powrotnej z Iranu"
Trump chce przejąć kontrolę nad Kubą? "W drodze powrotnej z Iranu"
Pogoda po majówce. Nadchodzi ochłodzenie
Pogoda po majówce. Nadchodzi ochłodzenie
Brytyjska marynarka chce sojuszu flot 10 krajów. Na liście brak Polski
Brytyjska marynarka chce sojuszu flot 10 krajów. Na liście brak Polski
Niemcy. Przemoc o podłożu prawicowym na rekordowym poziomie
Niemcy. Przemoc o podłożu prawicowym na rekordowym poziomie
Prezydent wręczy nominacje generalskie. Otrzyma je 12 oficerów
Prezydent wręczy nominacje generalskie. Otrzyma je 12 oficerów
Białoruś się wyludnia. Zgony są ponad dwa razy częstsze niż urodzenia
Białoruś się wyludnia. Zgony są ponad dwa razy częstsze niż urodzenia
Były nielegalny migrant biskupem w USA. Papież zdecydował
Były nielegalny migrant biskupem w USA. Papież zdecydował
Koszmar na drodze w Meksyku. Nie żyje 11 osób
Koszmar na drodze w Meksyku. Nie żyje 11 osób
Działo się w nocy. Pentagon wycofuje część żołnierzy USA z Niemiec
Działo się w nocy. Pentagon wycofuje część żołnierzy USA z Niemiec
Fico wybiera się na paradę do Moskwy. Sąsiad wyciąga do niego rękę
Fico wybiera się na paradę do Moskwy. Sąsiad wyciąga do niego rękę
Media: USA pozbywają się zapasów broni. Polska może zostać na lodzie
Media: USA pozbywają się zapasów broni. Polska może zostać na lodzie