Jego zdaniem, wczoraj z ust liderów Platformy usłyszeliśmy nowy język. To była propozycja, za którą nie stał jak zawsze plan upokorzenia PiS. Choć ludzie wyprani z wiary, że w polityce jeszcze o coś ważnego chodzi - taki plan z pewnością dostrzegli. Nie ma na to siły, bo i nie ma takiej oferty, której autorów nie można by posądzić o wyrachowany fortel.
Platforma popełniła jednak błąd tkwiący w samym założeniu. Wyobrażała sobie, że rozwiązanie upokarzającej dla większości obywateli koalicji PiS z obyczajowymi rozpustnikami z Samoobrony i skrajnie prawicową LPR to propozycja honorowa.
Ale tu jest niespodzianka, bo PiS z jego koalicjantami jest dobrze. To przecież nie kto inny, a właśnie PiS wykonał gigantyczną pracę, by Leppera i Giertycha uwiarygodnić. Platforma wyskoczyła przed orkiestrę - zaznacza Kurski.
Według niego, wczorajsza propozycja liderów Platformy byłaby znakomitym punktem wyjścia do odegrania roli przez prezydenta. Prezydenta-arbitra, gdyby taki w Polsce istniał. Prezydenta, który swym autorytetem, ponadpartyjnym stanowiskiem i propaństwową kulturą kompromisu mógłby przełamać ten upokarzający kryzys. Niestety, Polska nie ma prezydenta, który byłby stabilizującą siłą dwubiegunowego układu koalicja - opozycja. (PAP)