Operacja Market Garden
To była największa operacja powietrznodesantowa w historii świata
Największa taka operacja w historii świata - zdjęcia
Dokładnie 68 lat temu, 17 września 1944 roku, rozpoczęła się największa operacja powietrznodesantowa w historii świata. Aliancka kampania, nosząca kryptonim Market Garden (ang. ogród warzywny), miała rzucić III Rzeszę na kolana. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, wojna w Europie mogła zakończyć się jeszcze przed Bożym Narodzeniem 1944 roku...
Operacja miała na celu opanowanie przez wojska spadochronowe mostów i przepraw na delcie Renu, przez które zaplanowano natarcie 2 Armii brytyjskiej. W ten sposób alianckie wojska przepołowiłyby siły niemieckie i obeszły od północy pas umocnień zwanych Linią Zygfryda. Tym samym droga do Zagłębia Ruhry, przemysłowego serca III Rzeszy, stałaby otworem.
Do alianckiego sukcesu mieli przyczynić się również polscy żołnierze. W Market Garden udział wzięła sformowana na Zachodzie 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa gen. Stanisława Sosabowskiego.
Na zdjęciu: spadochroniarze z brytyjskiej 21. Samodzielnej Kompanii Spadochronowej w bazie lotniczej RAF Fairford. W tle ciężkie bombowce Short Stirling w wersji transportowej.
(WP.PL/tbe)
Twórcza rywalizacja
Ambitny plan był kosekwencją wielkiej rywalizacji pomiędzy brytyjskim marszałkiem Bernardem Montgomerym, głównodowodzącym 21 Grupą Armii, a stojącym na czele amerykańskiej 3 Armii generałem George'em Pattonem. Pomiędzy oboma dowódcami trwał nieformalny wyścig, kto pierwszy zada decydujący cios III Rzeszy i dotrze do Zagłębia Ruhry.
Na zdjęciu: dziesiątki samolotów transportowych C-47 wyładowanych sprzętem i ludźmi w kolejce do wylotu na misję nad Holandią, 17 września 1944.
Gra o wysoką stawkę
Choć plan Montgomery'ego był wielce ryzykowny, udało mu się przekonać do niego naczelnego dowódcę sił alianckich w Europie, gen. Dwighta Eisenhowera. Niebezpieczeństwo niepowodzenia było wprawdzie duże, ale gra toczyła się o tysiące ludzkich istnień, które ocalono by, przyspieszając koniec wojny.
Na zdjęciu: samoloty transportowe C-47 nad Gheel w Belgii w drodze do Holandii, 17 września 1944.
Dwie operacje w jednej
W rzeczywistości Market Garden to były dwie, ściśle powiązane ze sobą operacje. Desant z powietrza, który miał zająć główne mosty i przeprawy, otrzymał kryptonim Market; ofensywa lądowa - Garden.
W desancie, obok amerykańskich i brytyjskich spadochroniarzy, udział wzięła polska 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa gen. Stanisława Sosabowskiego. Zresztą polski dowódca, słusznie jak się potem okazało, krytykował całą operację jako oderwaną od rzeczywistości.
Na zdjęciu: alianccy spadochroniarze nad Holandią
Sygnały ostrzegawcze
Już na etapie organizacyjnym pojawiły się sygnały ostrzegawcze, że cała kampania może zakończyć się niepowodzeniem. Założenia były zbyt ambitne, a brak dostatecznej liczby samolotów transportowych spowodował rozłożenie desantu powietrznego na trzy etapy (w odstępach 24-godzinnych), co znacznie zmniejszyło efekt zaskoczenia przeciwnika.
Mało tego, zlekceważono informacje wywiadowcze mówiące, że w rejonie Arnhem, gdzie znajdował się najdalej na północ wysunięty most, stacjonowały dwie elitarne dywizje pancerne SS.
Na zdjęciu: brytyjscy spadochroniarze niedaleko Arnhem, 17 września 1944.
Początkowe sukcesy
Początkowo siłom alianckim udało się odnieść kilka sukcesów i wojska powietrznodesantowe zajęły kilka ważnych mostów między Eindhoven i Nijmegen. Jednak ofensywa lądowa, która miała jak najszybciej przyjść na odsiecz spadochroniarzom, przebiegała znacznie wolniej niż planowano. Idący na szpicy XXX Korpus napotykał na silny opór niemiecki i borykał się z problemami wynikającymi z rozciągniętych linii zaopatrzeniowych.
Nie dopisała również pogoda, której załamanie po 17 września spowodowało dalsze opóźnienia i przesunięcie w czasie desantów kolejnych grup żołnierzy.
Na zdjęciu: brytyjscy żołnierze obsługują działo przeciwpancerne; w tle most w Nijmegen.
Ciężkie walki w Arnhem
Do najcięższych starć doszło w rejonie Arnhem, gdzie toczyły się zacięte walki uliczne. Brytyjczycy rozpaczliwie bronili mostu na Renie, ale posiadając niewielką ilość broni przeciwpancernej, nie mogli bez końca stawiać oporu niemieckim dywizjom pancernym.
Brytyjczyków w Arnhem wesprzeć mieli Polacy, lecz najpierw z powodu złej pogody ich desant opóźnił się o dwa dni, a w ostatnim momencie zmieniono im strefę zrzutu. Ostatecznie Polaków desantowano 21 września na zachodnim brzegu Renu w rejonie Driel, z zadaniem wsparcia broniących się rozpaczliwie po drugiej stronie rzeki Brytyjczyków.
Na zdjęciu: dwa niemieckie samobieżne działa przeciwlotnicze Flakpanzer IV Moebelwagen.
Zatrzymana ofensywa
Polscy żołnierze skakali wprost na niemieckie lufy i szybko zostali okrążeni. Ponosząc ogromne straty, dwa razy forsowali Ren na zaimprowizowanych łódkach. W tym samym czasie zdławiony został opór Brytyjczyków broniących mostu w Arnhem.
Tymczasem nacierający od południa XXX Korpus utknął kompletnie za Nijmegen. Pozbawione wsparcia piechoty czołgi, poruszające się wąską groblą, były bezbronne wobec niemieckich dział przeciwpancernych, paraliżujących wszelkie ruchy alianckiej kolumny.
Na zdjęciu: brytyjskie czołgi przejeżdżają przez most w Nijmegen.
Całkowita porażka
Kolejne dni nie przyniosły poprawy sytuacji. Brytyjskie i polskie niedobitki broniły się w położonym niedaleko Arnhem Oosterbeek, oczekując odsieczy, która nie miała szans do nich dotrzeć. XXX Korpus utknął na dobre 25 kilometrów na południe od Arnhem bez żadnych perspektyw na wznowienie ofensywy, a jego tyły dezorganizowali kontratakujący Niemcy.
W tej sytuacji marszałek Montgomery podjął 25 września decyzję o wycofaniu sił spod Arnhem na zachodni brzeg Renu. Operacja Market Garden zakończyła się kompletną klęską. Straty sił alianckich były większe od tych, które ponieśli podczas lądowania w Normandii. Jednostki spadochronowe zostały zdziesiątkowane - zginął lub został ranny co trzeci z 35 tys. desantowanych żołnierzy.
Na zdjęciu: lotnicze zdjęcie mostu w Arnhem - na północnym krańcu widoczni brytyjscy żołnierze i zniszczone niemieckie pojazdy.
O jeden most za daleko
Porażka aliantów uważana jest za ostatnie zwycięstwo taktyczne Wehrmachtu, które przedłużyło wojnę w Europie o kolejne długie miesiące. Operacja poniosła klęskę, bo siłom alianckim nie udało się zdobyć i utrzymać ostatniego mostu w Arnhem. Na tej kanwie powstała głośna zekranizowana książka "O jeden most za daleko", która opowiada historię tamtych zmagań.
Ciężkie straty w czasie Market Garden poniosła 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa. Sięgnęły one blisko 40 proc. stanów osobowych tych oddziałów, które walczyły pod Arnhem i Driel.
Polacy i gen. Stanisław Sosabowski zostali kozłami ofiarnymi, których Brytyjczycy obarczyli winą za niepowodzenie. Słuszne oburzenie polskiego generała okrzyknęli niedopuszczalną krytyką brytyjskiego dowództwa. W rezultacie polskie władze pod naciskiem Londynu zdymisjonowali Sosabowskiego, który utracił komendę nad swoim ukochanym "dzieckiem", jakim była jego brygada.
Na zdjęciu: płonący C-47 zestrzelony przez niemiecką obronę przeciwlotniczą nad Belgią.
(WP.PL/tbe)