Minister obrony wrócił z Turcji, gdzie zakończył się szczyt NATO. Może on przynieść nowe, poważne ustalenia w zakresie bezpieczeństwa. Istotną rolę może odegrać Polska, która wyraźnie ma ochotę na bycie ważniejszym niż dotąd kontrahentem USA. A nawet kimś więcej.
- Szczyt NATO w Ankarze potwierdził rosnącą pozycję Polski i to, że partnerstwo z USA wchodzi na kolejny poziom. Rozmowy z sekretarzem wojny USA Petem Hegsethem o planach zwiększenia obecności wojsk amerykańskich w Polsce, utworzeniu stałej bazy oraz rozwoju współpracy przemysłów obronnych pokazują, że nasze relacje obejmują dziś zarówno wymiar militarny, jak i przemysłowy - powiedział Wirtualnej Polsce szef polskiego MON.
Nie można nie zauważyć, że od pewnego czasu bardzo często resort podkreśla w komunikacji wymiar przemysłowy współpracy z Amerykanami. Widać to choćby po tym, ilu przedstawicieli amerykańskich firm sektora zbrojeniowego trafia np. do Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
- Drzwi się nie zamykają - śmieje się nasz rozmówca, znający kulisy funkcjonowania spółki.
Po zamieszaniu dotyczącym pocisków Patriot dla Ukrainy nastąpił bardzo niespodziewany zwrot akcji. Podczas tureckiego szczytu NATO, szef polskiego MON znalazł się w grupie państw, które podpisały porozumienie z USA w sprawie utworzenia w Europie centrum serwisowania tych pocisków. Jesteśmy tam w gronie ze Szwecją, Holandią i Niemcami.
Istnieje szansa, że zakład ten powstanie w Polsce. Ostateczną decyzję podejmą oczywiście Amerykanie, ale szanse są. Gdyby się tak stało, moglibyśmy stać się naprawdę poważnym graczem, bo użytkowników systemu jest w Europie kilku (obecnie Hiszpania, Holandia, Niemcy, Szwecja, Polska, Rumunia), a w kolejce do zakupu jest jeszcze kilka krajów.
Bezpieczeństwo i biznes, czyli wszystko ma swoją cenę
Powstanie takiego centrum byłoby dla Polski prestiżowe i dawałoby możliwość rozwoju. Ale to niejedyna inwestycja, na którą czeka nasz kraj. Plan MON wydaje się być o wiele szerszy. I zaowocować ma – w przyszłości bliższej niż dalszej – dużym zacieśnieniem więzów.
Bezpieczeństwo bowiem ma wymiar nie tylko militarny. Jak słyszymy z okolic MON, chcemy od Amerykanów nie tylko kupować ich produkty (jak było w przypadku myśliwców F-35, śmigłowców Apache czy wyrzutni Patriotów), ale także ich inwestycji.
Przejawem tego może być też podpisana w tym tygodniu umowa między MON a firmą Anduril Industries. Dotyczy ona produkowania w Polsce – a konkretnie w bydgoskich Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 2 – pocisków samosterujących Barracuda. Pociski te, o zasięgu od 700 do 900 km, mają być tańszym uzupełnieniem dużych, silnych (i horrendalnie drogich – nawet do ponad 4 mln dolarów za sztukę) pocisków samosterujących JASSM. Nie są to jednak w żaden sposób zamienniki – można nimi ostrzelać, uszkodzić i zniszczyć lotnisko, rozpoznane stanowisko dowodzenia, przeciążyć obronę powietrzną przeciwnika czy razić "miękkie" cele.
Tak czy inaczej - koncepcją MON jest przyciągnięcie do Polski przemysłu USA. Nie mamy być klientem, który przychodzi do dużego sklepu (z bronią, technologią, bezpieczeństwem), a partnerem. Być może, używając terminologii biznesowej, "junior", ale z widokami na więcej. Skądinąd, z umowy na produkcję Barracud dumny jest chyba także sam Kosiniak-Kamysz. Mocno liczy też na centrum serwisowe do Patriotów.
- Współpraca USA z Polską, Szwecją, Niemcami i Holandią przy centrum serwisowania pocisków PAC-3 oraz umowa z Anduril na produkcję pocisków Barracuda-500M to kolejne porozumienia pomiędzy USA, państwami regionu Morza Bałtyckiego i partnerami NATO, które potwierdzają słuszność przyjętej przez nas koncepcji budowy nowej architektury bezpieczeństwa regionu - mówi WP wicepremier.
W jego ocenie wzmacniają one wspólną bazę przemysłową Europy, a gotowość ulokowania części tych zdolności w Polsce pokazuje, że nasz kraj jest jednym z kluczowych filarów bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO.
Koncepcja wielkiego hubu. MON buduje makroregion bałtycki
Resort ma mieć następującą wizję. Europa, w opinii Trumpa i jego administracji, jest skłócona, przeregulowana i zbiurokratyzowana. Na Niemcach polegać nie można (dlatego USA wycofuje część wojsk z tego kraju). Francja ma swoje plany, a Wielka Brytania stała się zbyt niestabilna politycznie. Mimo to USA musi mieć swój przyczółek na naszym kontynencie.
I tu dobrym partnerem może być Polska. Polska mająca tradycyjnie dobre stosunki z USA, rozwijająca się dość dynamicznie, a także - co ważne - wydająca miliardy na zbrojenia. Także w USA. Tyle że sama Polska to za mało. Z tego względu pojawiła się w MON koncepcja makroregionu bałtyckiego. Miałoby go tworzyć dziewięć państw: Polska, Niemcy, Dania, Litwa, Łotwa, Estonia oraz Szwecja, Norwegia i Finlandia.
Warto zauważyć, że sześć z tych państw, oprócz doraźnej współpracy między sobą, opiera swoje bezpieczeństwo o dostawy sprzętu wojskowego z USA (wyrzutnie Patriot, samoloty F-35, śmigłowce Apache itp.)
Tu właśnie pojawia się Polska – jako regionalny "hub" ekonomiczno-militarny. Polska, będąca łącznikiem między "starą" Europą Zachodnią a "nową" – z jej odnogą wschodnią, bałkańską i skandynawską.
- Silne państwo buduje się nie słowami, lecz trwałymi sojuszami, wspólnym przemysłem i zdolnościami, które realnie zwiększają bezpieczeństwo Polski i całej Europy – kwituje to Kosiniak-Kamysz.
Dobre relacje doradcy ministra
Być może dlatego jego doradca, Maciej Samsonowicz, tak mocno forsuje projekt zielonego okręgu przemysłowego Kaszubia jako energetycznego i militarnego ośrodka w Polsce.
Samsonowicz umacnia swoją pozycję jako jeden z najbliższych współpracowników szefa MON. W ubiegłym miesiącu spotkał się w Waszyngtonie z wysokimi urzędnikami Pentagonu oraz Departamentu Energii i prywatnej firmy X-Energy. Miał tam usłyszeć deklarację gotowości zainwestowania przez stronę amerykańską około 1 mld dolarów w budowę jedynej planowanej w Europie fabryki paliwa do reaktorów SMR IV generacji, która miałaby być ulokowana właśnie w Polsce - w ramach projektu Kaszubia. Co pokazuje, że szef MON ma zaufanie do swojego doradcy, niebędącego przecież urzędnikiem ani posłem.
Odbył on też spotkanie z Vince'em Halleyem. Nazwisko to może niewiele mówić osobom mniej orientującym się w polityce za oceanem. To bliski doradca Donalda Trumpa. Człowiek, który - jak opisywały media - podpowiedział Trumpowi, by poparł Karola Nawrockiego. Pytamy go o to spotkanie.
- Tak. Spotkanie miało nieformalny charakter, dlatego nie chcę mówić o szczegółach. To było bardzo dobre spotkanie - potwierdza nam.
Co ciekawe, kiedy w kwietniu ubiegłego roku Alex Karp – współzałożyciel i prezes Palantir Technologies, spółki dostarczającej zaawansowane rozwiązania dla sektora obronnego i służb – przebywał w Warszawie, również spotkał się z przedstawicielem MON. Był nim właśnie autor projektu "Kaszubia".
Miesiąc później Kosiniak-Kamysz, podczas swojej wizyty w USA odwiedził siedzibę Palantira. A w październiku MON podpisał z tą spółką list intencyjny.
Warto zaznaczyć, że sam Karp ma bliskie relacje z Donaldem Trumpem. Podobnie zresztą jak inny amerykański miliarder, Kam Ghaffarian. To założyciel i prezes m.in. Axiom Space, której rakieta wyniosła w kosmos Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego, oraz wspomnianej wyżej X-energy, rozwijającej reaktory SMR IV generacji.
Przez biznes do ucha Trumpa
Samsonowicz przekonuje zresztą, że jego zdaniem w ostatnich dwóch latach pozycja Polski w relacjach z USA wyraźnie wzrosła, a nasze relacje mają coraz bardziej partnerski charakter. Widać to, jak mówi, zarówno w intensywności dialogu politycznego i wojskowego, jak i w zainteresowaniu amerykańskich firm inwestycjami oraz wspólnymi projektami w Polsce.
Wskazuje, przy tym, iż w USA rośnie pozycja zarówno szefa polskiego MON, jak i waga relacji, które jego ugrupowanie zbudowało nad Potomakiem oraz że Amerykanie cenią tych, którzy biorą na siebie odpowiedzialność i wychodzą z własnymi inicjatywami wzmacniającymi bezpieczeństwo.
- Rozwijana przez nas koncepcja nowej architektury bezpieczeństwa regionu Morza Bałtyckiego, zakładająca utworzenie makroregionu militarno-gospodarczego z częścią gospodarczą w Polsce, jest odpowiedzią na oczekiwanie większego zaangażowania europejskich sojuszników w budowę potencjału obronnego NATO - mówi Wirtualnej Polsce.
Dodaje, że celem działań obecnego MON jest, aby Polska była nie tylko odbiorcą sprzętu, ale także regionalnym centrum kompetencji, produkcji, serwisowania i logistyki dla basenu Morza Bałtyckiego oraz wschodniej flanki NATO.
Plan ambitny, ale czy wykonalny?
Brzmi to ambitnie. Inna kwestia to jednak wykonalność. Dużo zależy od strony polskiej, ale jeszcze więcej - od samego Trumpa, polityka nieprzewidywalnego, rzadko kierującego się pragmatyką i chłodną analizą, jednak na pewno słuchającego biznesu.
Na ostateczną ocenę przyjdzie jeszcze czas, ale całość tych działań sprawia wrażenie elementu szerszej, przemyślanej strategii wzmacniania pozycji Polski w systemie bezpieczeństwa Zachodu. Oraz przyciągania do kraju kluczowych technologii i inwestycji, również zza oceanu.