Radny, którego nazwisko znalazło się na tzw. liście Wildsteina, poczuł się urażony, ponieważ wywołało to godzące w jego godność komentarze innych radnych oraz urzędników. W pozwie podnosi także fakt, że pojawienie się jego nazwiska na liście nadszarpnęło zaufanie wyborców do jego osoby.
W związku z tym Kość, który utrzymuje, że nigdy nie był współpracownikiem służb specjalnych, domaga się od IPN i Wildsteina zamieszczenia w środkach masowego przekazu ogłoszenia płatnego z przeprosinami, a także przekazania na wskazane cele charytatywne 10 tys. zł.
W uzasadnieniu pozwu radny podkreśla, że lista nie zawiera rozróżnienia na tajnych współpracowników i ofiary służb specjalnych.