Nie rozgrywać tragedii [OPINIA]

Tomasz P. Terlikowski
Politycy reagują na atakiPolitycy reagują na ataki
Źródło zdjęć: © PAP

Ciszej nad tą trumną. Taki apel trzeba, gdy w polskiej szkole zginęła pierwsza osoba, a w innej doszło do straszliwego ataku, skierować do polityków. Awantura o to, kto jest bardziej winny w tym momencie, nie tylko nikomu nie pomaga, ale szkodzi sprawie – pisze dla Wirtualnej Polski Tomasz Terlikowski.

Od lat obserwuje scenę polityczną. Mam świadomość tego, że dla polityka każda okazja jest dobra, by kręcić swoje lody, oskarżać przeciwników i przekonywać, że za każde zło odpowiedzialni są "tamci", "inni", a "my" jesteśmy jedynym ratunkiem dla Polski i świata. To polityczny standard, a każdy, kto na politykę spogląda na zimno, ma tego świadomość.

Są jednak takie momenty, gdy trzeba albo zamilknąć, albo na moment (bo na stałe jest to niemożliwe) zmienić strategię i otwarcie uderzyć się we własne, a nie w cudze piersi.

Tak jest właśnie teraz, gdy po kolejnym w ciągu dwóch dni ataku w polskiej szkole zginęła pierwsza osoba, i gdy – niestety (a to wniosek na podstawie wydarzeń z innych krajów) możemy się spodziewać kolejnych aktów przemocy w placówkach edukacyjnych. Niestety jest jak zwykle, politycy już rzucili się sobie do gardeł i tradycyjnie oskarżają innych.

Zaczął premier, który w czasie wystąpienia (w którym padło wiele słusznych słów) wystąpił z ostrym atakiem na Karola Nawrockiego. – Wiem, to brzmi zawsze tak formalnie i nudno, ale uwierzcie mi, to była bardzo potrzebna ustawa, dzięki której moglibyśmy jako państwo blokować natychmiast, kiedy pojawia się jakieś zagrożenie, takie treści w internecie, które mogą być nawet źródłem zbrodni – mówił premier. – Prezydent zawetował tę ustawę i to w dodatku posługując się bałamutnym hasłem wolności słowa, swobody w internecie – mówił Tusk. – Znaczy to, że każde świństwo, każda przemoc, każda obrzydliwość mogą w internecie być bezkarne i swobodnie być promowane, bo państwo nie powinno się wtrącać – dodał Donald Tusk.

I choć ja także krytykowałem prezydenta za zawetowanie ustawy pozwalającej choć w niewielkim stopniu kontrolować internet i mowę nienawiści, to takie a nie inne słowa, w takim a nie innym momencie, nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że Donald Tusk postanowił wykorzystać straszną zbrodnię do uderzenia w prezydenta. Tyle że to nie jest ani ten czas, ani to miejsce, bo teraz potrzebujemy jedności, spokoju i współpracy między politykami, a nie kolejnych połajanek. Na krytykę i spór przyjdzie jeszcze czas.

Ale żeby nie było wątpliwości, jak to zwykle bywa na naszej "cudownej" scenie politycznej, Jarosław Kaczyński natychmiast pokazał, że obie strony są warte siebie we wzajemnych atakach. "Kolejny atak w szkole i śmiertelna ofiara… To ewidentnie nie jest przypadek" – stwierdził lider PiS. "Pytanie, czy te ataki nie są elementem wojny hybrydowej ze strony Rosji, bo podobne sytuacje miały już miejsce na Litwie, a inspiracja płynęła z Moskwy. Tajemnicą poliszynela jest to, iż istnieją rosyjskie portale namawiające młodych ludzi do tego rodzaju działań. Czy rząd Tuska nad tym panuje? Mam poważne wątpliwości" – podkreślał Kaczyński. A na koniec jeszcze raz uderzył w rząd. "To nie pierwszy raz, kiedy Donald Tusk i obecna koalicja próbują wykorzystywać tragedię i śmierć człowieka do zbijania kapitału politycznego. Bezpieczeństwo dzieci, nauczycieli i pracowników szkół powinno stanowić priorytet. Niestety, to kolejny obszar, w którym państwo Tuska zawiodło i są tego ofiary" – podkreślał.

I także tych słów nie sposób ocenić inaczej niż jako skandalicznych. Nic nie wskazuje na jakikolwiek rosyjski ślad w tej sprawie, i nic nie wskazuje, by rząd Donalda Tuska odpowiadał za te wydarzenia.

One nie są efektem zaniedbań polityków (choć wielu z nich popełniło konkretne błędy), ale efektem fali przemocy rozlewającej się w polskich (ale nie tylko) szkołach, straszliwego oswojenia się z przemocą wirtualną, która jest efektem algorytmów w sieciach antyspołecznościowych, a także – o pierwszych takich wydarzeniach i informacjach o nich w mediach – tradycyjnego naśladownictwa.

Nie odpowiada za to ani Donald Tusk, ani ministrowie jego rządu (nawet jeśli popełniono w tych sprawach błędy). Tak jak nie odpowiada za nie – to na drugą nogę – Karol Nawrocki, choć, jak napisałem, i on popełnił błędy.

Ten – dość chłodny opis tego, co się wydarzyło – skrywa moje ogromne, jako ojca, emocje. Mam świadomość, że młodzież spogląda na polityków i widzi, że nawet w sytuacji tragedii oni nie potrafią wznieść się ponad wąsko pojęty interes partyjny, i że nawet dramat wykorzystują do walki.

To jasny sygnał, że oni, jako oni, się nie liczą; to kolejny dowód dla nich, że partyjna demokracja nie jest ustrojem dla nich (a wielu z nich – co wynika z badań – już tak uważa). I wreszcie to dla nich kolejna lekcja, że hejt, słowna agresja, jest normą także w świecie dorosłych, na którym oni także się wzorują. Nie jest to przekaz, który dziś powinni młodzi słyszeć z ust polityków.

A jaka powinna być nasza, liderów opinii, ale także zwykłych ludzi odpowiedź na ten niezmienny partyjny podział? Proste zdanie, że to nie "oni", nie "tamci" (jakkolwiek ich definiować, bo ta definicja zależy od tego, po której stronie jesteśmy), ale "my wszyscy" (to znaczy także ja i Ty, on i ona, oni itd.) odpowiadamy za budowanie kultury przemocy, która teraz eskaluje. Zrzucanie na siebie winy to dalszy ciąg tego samego procesu, który dzieli i buduje mury, a te kumulują się w aktach przemocy. Dopóki będziemy szukać winnych "tam", nic się realnie nie zmieni. I tak, dotyczy to także mnie, a nie tylko polityków z każdej zresztą strony.

Wybrane dla Ciebie